| < Wrzesień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
O autorze
Zakładki:
- Kontakt
- Obejrzyj teledyski!
Linkin Park:
Najnowsze Płyty:
Polecam:
Polecam blogi:
Teksty piosenek:
Wkrótce w Polsce:
Zwiastuny:


Premiera tygodnia

Ella Henderson
"Ghost"

Polecane teledyski

Lukasyno
feat. Południce
"Zabierz mnie tam"

Slipknot
"The Devil in I"

Naughty Boy feat.
Professor Green, Ava Lily
Laura Mvula, Wilkinson
"Pardon Me"

Korn
"Hater"

Wiz Khalifa
"Promises"

Rick Ross
feat. French Montana
"What a Shame"

Ewelina Lisowska
"Na obcy ląd"

Ariana Grande
feat. Iggy Azalea
"Problem"

Nicki Minaj
"Anaconda"

Lenny Kravitz
"The Chamber"

Ella Eyre
"Comeback"

Red Lips
"Szanta"

Heartist
"Skeletons"

LemON
"Scarlett"

















darmowe statystyki na strone

niedziela, 31 sierpnia 2014
[28-29.08.2014] Legia w fazie grupowej Ligi Europejskiej

Legia wygrała 2:0 z kazachskim Aktobe i w efektownym stylu przedarła się do fazy grupowej Ligi Europy. Ale kibole dali też UEFA pretekst do zamknięcia trybun w kolejnym meczu.

Legia Warszawa - FK Aktobe 2:0 (1:0)
Kucharczyk 26., Vrdoljak 66.-karny

I mecz: 1:0
Awans: Legia

Piłkarze mistrza Polski nacierali wściekle od pierwszej minuty. Gole wprawdzie zdobyli tylko dwa, ale jedynie dlatego, że nie wykorzystali pozostałych szans (np. Michał Kucharczyk, Miroslav Radović, Łukasz Broź). W pierwszej połowie wizjonerskie zagranie Michała Żyro doszło do Kucharczyka, który ograł bramkarza i wbił piłkę do bramki. W drugiej połowie po faulu na Radoviciu z rzutu karnego strzelił Ivica Vrdoljak, który w trakcie jednego ze spotkań z Celtikiem dwukrotnie przestrzelił.

Nie wiadomo tylko, czy w fazie grupowej piłkarze Legii zasłużą na doping własnej widowni. Mecz z Kazachami był pierwszym przy Łazienkowskiej od decyzji UEFA, wyrzucającej Legię z eliminacji LM, więc kibole wykorzystali spotkanie, aby zaprotestować przeciw europejskiej federacji

Gdy piłkarze obu drużyn wychodzili na boisko, na "Żylecie" zaprezentowano flagę ze świnią, na tle logo UEFA, trzymającą karteczkę z napisem 6:1 i zapalono kilkanaście rac. Na płocie wisiał transparent "Because football doesn't matter. Money does" (Ponieważ futbol nie ma znaczenia. Znaczenie mają pieniądze). Słowo "money" wyraźnie w biało-zielonych barwach Celticu, który skorzystał na pomyłce proceduralnej Legii. Wprawdzie przed meczem delegat UEFA nakazał zdjęcie go pod groźbą wpisania do raportu, ale transparent zniknął dopiero na początku spotkania. Na obrażanie UEFA nie ma paragrafu w regulaminie dyscyplinarnym, ale Legii grozi zamknięcie trybun w meczach fazy grupowej za użycie rac.


Szczęście było blisko, ale w dogrywce Metalist Charków zadał decydujący cios. Po bramce z rzutu karnego Ruch Chorzów przegrał na Ukrainie 0:1 i odpadł w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Europy.

Metalist Charków - Ruch Chorzów dogr. 1:0 (0:0)
Xavier 105.+1-karny
Czerwona kartka: Kamiński 103. (Ruch)

I mecz: 0:0
Awans: Metalist

Gdy zaczęła się dogrywka, zaczął padać deszcz, ale obraz meczu się nie zmienił. Nadal przeważał Metalist, a w 105. minucie padła jedyna bramka. Po dynamicznej akcji zespołu z Charkowa piłkę z pustej bramki wybił Marcin Malinowski. Sędzia wskazał początkowo na rzut rożny, ale potem zmienił decyzję. Uznał, że Homeniuk był przed strzałem faulowany przez Kamińskiego. Bramkarz został ukarany czerwoną kartką, a Metalist wykorzystał rzut karny. Osłabiony Ruch próbował jeszcze powalczyć o wyrównującego gola. Groźne strzały oddali Kuświk i Starzyński, ale wynik nie uległ zmianie, a Ruch pożegnał się z europejskimi pucharami.


Legia Warszawa zagra z Metalistem Charków, Trabzonsporem i Lokeren w fazie grupowej Ligi Europy sezonu 2014/2015. Los umieścił mistrza Polski w grupie L. Z Trabzonsporem Legia mierzyła się już w zeszłym sezonie, Metalist z kolei wyeliminował Ruch Chorzów

W Lidze Europy mogliśmy mieć w tym sezonie cztery polskie drużyny. Zawisza Bydgoszcz odpadł jednak w drugiej rundzie eliminacji z belgijskim Zulte Waregem, a Lech Poznań w rundzie trzeciej z islandzkim Stjarnan. Długo naszą pucharową nadzieją był Ruch Chorzów. Ostatecznie Niebiescy po dogrywce przegrali jednak z Metalistem Charków i zakończyli przygodę na czwartej rundzie kwalifikacji.

Grupa A
Vil­lar­re­al CF
Bo­rus­sia Mo­en­chen­glad­bach
FC Zu­rich
Apol­lon Li­mas­sol

Grupa B
FC Ko­pen­ha­ga
Club Brug­ge
To­ri­no FC
HJK Hel­sin­ki

Grupa C
Tot­ten­ham Hot­spur
Be­sik­tas Stam­buł
Par­ti­zan Bel­grad
Aste­ras Tri­po­lis

Grupa D
FC Sal­zburg
Cel­tic Glas­gow
Di­na­mo Za­grzeb
FC Astra

Grupa E
PSV Ein­dho­ven
Pa­na­thi­na­ikos Ateny
Es­to­ril Praia
Dy­na­mo Mo­skwa

Grupa F
Inter Me­dio­lan
Dni­pro Dnie­pro­pie­trowsk
AS Sa­int-Etien­ne
Ka­ra­bach Agdam

Grupa G
Se­vil­la FC
Stan­dard Liege
Fey­eno­ord Rot­ter­dam
HNK Ri­je­ka

Grupa H
OSC Lille
VfL Wol­fs­burg
Ever­ton
FC Kra­sno­dar

Grupa I
SSC Na­po­li
Spar­ta Praga
Young Boys Berno
Slo­van Bra­ty­sła­wa

Grupa J
Dy­na­mo Kijów
Ste­aua Bu­ka­reszt
Rio Ave
Aal­borg BK

Grupa K
ACF Fio­ren­ti­na
PAOK Sa­lo­ni­ki
EA Gu­in­gamp
Dy­na­mo Mińsk

Grupa L
Me­ta­list Char­ków
Trab­zon­spor
Legia War­sza­wa
Lo­ke­ren

Sport.pl/Onet.pl

czwartek, 28 sierpnia 2014
[28.08.2014] Losowanie fazy grupowej Ligi Mistrzów

Grupy tegorocznej Ligi Mistrzów rozlosowane. Po raz trzeci z rzędu Borussia zagra z Arsenalem, Bayern z Robertem Lewandowskim będzie rywalizował znów z Manchesterem City. Pierwsze mecze 16 i 17 września.

Triumfator ubiegłorocznej Ligi Mistrzów Real Madryt zagra w grupie B z FC Basel, Liverpoolem i Łudogorcem Razgrad.

Bayern Monachium z Robertem Lewandowskim zagra z Manchesterem City, CSKA Moskwa i AS Roma.

Arsenal z Wojciechem Szczęsnym w bramce po raz trzeci trafił na Borussię Dortmund Łukasza Piszczka i Jakuba Błaszczykowskiego, zagra także z Galatasaray i Andrelechtem.

Grupa F to grupa Zlatana Ibrahimovicia. Szwed, obecnie piłkarz PSG, zmierzy się z dwoma swoimi byłymi klubami - Barceloną i Ajaxem, a także z Apoelem.

Grupy Ligi Mistrzów 2014/2015:

Grupa A: Atletico Madryt, Juventus Turyn, Olympiakos Pireus, Malmoe FF
Grupa B: Real Madryt, FC Basel, FC Liverpool, Łudogorec
Grupa C: Benfica Lizbona, Zenit St. Petersburg, Bayer Leverkusen, AS Monaco
Grupa D: Arsenal Londyn, Borussia Dortmund, Galatasaray Stambył, Anderlecht Bruksela
Grupa E: Bayern Monachium, Manchester City, CSKA Moskwa, AS Roma
Grupa F: FC Barcelona, PSG, Ajax Amsterdam, Apoel Nikozja
Grupa G: Chelsea Londyn, Schalke 04 Gelsenkirchen, Sporting Lizbona, Maribor
Grupa H: FC Porto, Szachtar Donieck, Athletic Bilbao, BATE Borysów

Sport.pl

poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Liga Mistrzów: Trybunał w Lozannie nie zawiesił decyzji UEFA

W poniedziałek Międzynarodowy Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu (CAS) w Lozannie nie zawiesił decyzji UEFA, która ukarała Legię walkowerem. Oznacza to tyle, że w tym sezonie warszawianie na pewno nie powalczą o Ligę Mistrzów.

- Tam nasze szanse uważam za najwyższe - mówił prezes Legii Bogusław Leśnodorski przed złożeniem odwołania do Trybunału Arbitrażowego. W poniedziałek okazało się jednak, że blisko dwutygodniowa walka Legii o Ligę Mistrzów skończyła się fiaskiem. Trybunał odrzucił możliwość rozpatrzenia wniosku w trybie przyspieszonym. Odwołanie Legii zostanie rozpatrzone w ciągu trzech miesięcy.

Chociaż Legia dwukrotnie wygrała z Celtikiem Glasgow (4:1 u siebie i 2:0 na wyjeździe), to nie zagra w kolejnej rundzie kwalifikacji do LM. W wyjazdowym meczu wystąpił bowiem Bartosz Bereszyński, który zgodnie z przepisami nie mógł zagrać w tym spotkaniu. Piłkarz był zawieszony za czerwoną kartkę, którą otrzymał w poprzednim sezonie Ligi Europejskiej.

Teraz o fazę grupową LE drużyna Henninga Berga powalczy w Kazachstanie. Pierwszy mecz IV rundy eliminacji z Aktobie w czwartek o 17. Rewanż tydzień później w Warszawie.

Sport.pl

sobota, 09 sierpnia 2014
[08.08.2014] Legia i Ruch poznali rywali w Lidze Europejskiej

Legia Warszawa zmierzy się z FK Aktobe, a Ruch Chorzów z Metalistem Charków w IV rundzie eliminacji do Ligi Europejskiej.

Legia zmierzy się z mistrzami Kazachstanu, którzy odpadli w eliminacjach Ligi Mistrzów po porażce w dwumeczu z Steauą Bukareszt. Legia miała być losowana w IV rundzie eliminacji Ligi Mistrzów, ale z powodu walkowera w rewanżowym meczu jej miejsce zajął Celtic Glasgow.

Legia wygrała pierwszy mecz u siebie 4:1, a w rewanżu w Edynburgu 2:0. W tym drugim meczu w 86. minucie pojawił się na boisku Bartosz Bereszyński (na zdj.), który powinien pauzować z powodu czerwonej kartki otrzymanej w zeszłorocznych rozgrywkach Ligi Europejskiej.

Komisja dyscyplinarna UEFA ogłosiła w piątek, że Legia zostaje ukarana walkowerem za drugie spotkanie. Zmieniono jego wynik z 0:2 na 3:0. W konsekwencji dało to awans szkockiemu klubowi do IV rundy eliminacji Ligi Mistrzów, dzięki większej liczbie goli zdobytych na wyjeździe (bilans bramkowy po zmianach to 4:4).

Piłkarze FK Aktobe pięciokrotnie wygrywali krajowe rozgrywki. Do fazy play-off eliminacji Ligi Europy Kazachowie trafili po porażce ze Steauą Bukareszt w trzeciej rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzów. W pierwszym meczu u siebie podopieczni Władimira Gazajewa zremisowali z Rumunami 2:2, aby w rewanżu przegrać na wyjeździe 2:1. 

Z kolei Ruch zagra z Metalistem, wicemistrzem Ukrainy. Ze względu na napiętą sytuację na wschodzie tego kraju mecz wyjazdowy może być rozegrany w innym mieście.

- Nie byliśmy rozstawieni, więc nie mogliśmy liczyć na jakieś bardzo nam przychylne losowanie. Ruch zrobił dotąd więcej niż można było oczekiwać, ale to nie znaczy, że chcemy na tym poprzestać. Rywal jest trudny, ale powalczymy o fazę grupową Ligi Europy - mówi Dariusz Smagorowicz, prezes Ruchu.

Mecze IV rundy eliminacji LE odbędą się 21 i 28 sierpnia.

Sport.pl

sobota, 02 sierpnia 2014
[31.07.2014] El. LE: remis Ruchu, porażka Lecha

W pierwszym meczu III rundy eliminacji Ligi Europy Ruch Chorzów bezbramkowo zremisował z duńskim Esbjerg fB. Niebiescy wciąż mają szanse na awans, choć szkoda, że nie zrobili więcej, by wygrać pierwsze spotkanie.

Ruch Chorzów - Esbjerg fB 0:0

Ruch: Kamiński - Dziwniel, Stawarczyk, Malinowski, Helik - Kowalski (84. Efir), Babiarz, Surma, Zieńczuk - Starzyński, Kuświk (75. Szewczyk).
Esbjerg: Dubravka - Laursen, Askou, Jakobsen, Stenderup (79. Gomes) - Andreasen (46. Lekven), Andersen (63. Ankresen), Nielsen, Fellah - Pusic, van Buren.

W Gliwicach zrobiło się emocjonująco jeszcze przed meczem. Wszystko dlatego, że goście mieli problemy z dotarciem na stadion. Potężna ulewa przechodząca nad Śląskiem sprawiła, że na stadionie Piasta pojawili się później, niż planowali. To z kolei spowodowało, że mecz rozpoczął się z niewielkim opóźnieniem.

Ruch miał kilka dobrych okazji do zdobycia gola, ale w bramce gości świetnie spisywał się Martin Dubravka. Co ciekawe, Słowak to dobry znajomy zawodników... Górnika Zabrze - Roberta Jeża i Romana Gergela. Wszyscy reprezentowali kiedyś barwy MSK Żilina.

Najlepszą sytuację mieli w 86. minucie, gdy po efektownym lobie Michała Szewczyka piłka trafiła w słupek bramki gości.

Bezbramkowy remis sprawia, że sprawa awansu do kolejnej rundy jest sprawą otwartą. Dopiero po rewanżu, który odbędzie się już w następny czwartek, dowiemy się, czy asekuracyjna gra Ruchu w Gliwicach była opłacalna.


Gejzer bezsilności, wulkan wściekłości - Lech Poznań powtórzył historię z Estonii, gdy przegrał z Kalju Nomme, choć był od niego lepszy. Tym razem na malutkim stadioniku Stjörnuvöllur uległ 0:1 małej, islandzkiej drużynie Stjarnan.

Stjarnan - Lech Poznań 1:0 (0:0)
Toft 48.

Stjarnan: Jonson - Vemmelund, Rauschenberg, Laxdal, Arnason - Praest, Johannsson - Bjorgvinsson (84. Laxdal), Punyed, Finsen - Toft.
Lech: Kędziora, Wołąkiewicz, Kamiński, Henriquez - Trałka, Jevtić - Lovrencsics (87. Douglas), Hamalainen (70. Keita), Pawłowski - Ubiparip.

Dwa tygodnie temu Lech Poznań wyraźnie przeważał nad estońskim zespołem Kalju Nomme, był piłkarsko znacznie lepszy, by ostatecznie stracić gola i przegrać 0:1. Na Islandii było podobnie. Zespół Stjarnan, rewelacja rozgrywek (debiutant wyeliminował już walijski Bangor City, wygrywając dwa razy po 4:0, i wreszcie po dogrywce zwyciężył szkocki Motherwell FC), znany z bardzo bezstresowego, ale i nieustępliwego podejścia do futbolu (a także z efektownych, niemal teatralnych cieszynek, przypominających małe przedstawienia) zaskoczył Kolejorza tylko na początku meczu.

Potem Lech przewyższał rywali kulturą piłkarską, był wyraźnie lepszy. Pod koniec pierwszej połowy Islandczycy nie byli w stanie sensownie wyprowadzić piłki, grał tylko Lech. Miał mnóstwo rzutów rożnych, ale Stjarnan pilnował ich wtedy czujnie. Gole nie padały, choć kilka dwójkowych czy trójkowych akcji Kolejorza robiło wrażenie na islandzkich piłkarzach i 1000 kibiców na Stjörnuvöllur.

Syndrom Tallinna odezwał się zaraz po przerwie. Jasmin Burić nie złapał piłki, ta prześlizgnęła się po jego rękawicach. Marcin Kamiński nie wybił futbolówki, dopadł do niej Duńczyk Rolf Toft i wbił do pustej bramki. Kolejorz znów przegrywał w meczu, w którym był dużo lepszy. I znów po quasi-samobójczej bramce

Na dodatek w 67. minucie Olafur Finsen w spudłował w doskonałej okazji na 2:0. Poznaniacy robili co mogli - piłka po strzale Muhameda Keity i rykoszecie ślizgnęła się po poprzeczkę, po chwili Stjarnan wybijał ją z linii bramkowej.

Rewanż - w czwartek na Bułgarskiej.

Sport.pl

czwartek, 31 lipca 2014
[30.07.2014] El. LM: wysoka wygrana Legii!

Zaczęło się od 0:1, ale skończyło znakomicie! Mistrzowie Polski dzięki świetnej grze Miroslava Radovicia pokonali Celtic aż 4:1 i są w bardzo dobrej sytuacji przed rewanżem w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Jeśli wyeliminują Celtic, w czwartej rundzie powalczą o awans do fazy grupowej.

Legia Warszawa - Celtic Glasgow 4:1 (2:1)
Radović 10. i 36., Żyro 84., Kosecki 90. - McGregor 8.
Czerwona kartka: Ambrose 44. (Celtic)

Legia: Kuciak - Brzyski, Astiz, Rzeźniczak, Broź - Vrdoljak, Jodłowiec, Kucharczyk (75. Kosecki), Duda, Żyro (87. Saganowski) - Radović.
Celtic: Forster - Matthews, Ambrose, Van Dijk, Lustig - Johansen, Mulgrew, McGregor, Commons (75. Griffiths), Berget (63. Izaguirre), Pukki (46. Kayal).

Pierwsi bramkę strzelili goście. W 8. minucie piłkę na prawej stronie otrzymał lewonożny Callum McGregor, schodząc do środka, wygrał siłowy pojedynek z Tomaszem Brzyskim i uderzył w krótki róg - zaskoczony Duszan Kuciak próbował instynktownej interwencji, ale po piłkę sięgnął dopiero, gdy wyjmował ją z siatki.

Odpowiedź Legii była szybka i piękna. 120 sekund po golu Celticu gospodarze przeprowadzili akcję, po której "Żyleta" wybuchła - Michał Żyro przypomniał sobie, jak świetnie asystował w zeszłym sezonie, i tym razem znakomicie podał do Miroslava Radovicia, który dał Legii remis.

Henning Berg, cały czas ruszający się w strefie ławki rezerwowych, mobilizował swoich graczy do ataku. A ci ruszyli - w 37. minucie winy odkupił Michał Kucharczyk, który głową zagrał piłkę wzdłuż linii bramkowej, a Radović po raz drugi tego wieczoru wepchnął ją do siatki.

Legia przed przerwą nie potrafiła podwyższyć prowadzenia, ale i tak otrzymała prezent, który zadziałał na Celtic jak "gol strzelony do szatni". Kilka sekund przed przerwą czerwoną kartką za faul na wychodzącym na czystą pozycję Kucharczyku ukarany został Efe Ambrose.

Na drugą część gry legioniści wyszli zmobilizowani, ale w ataku razili niedokładnością. Zresztą nie tylko w ataku - dużo niedokładności było w środku pola, gdzie piłki tracił przygasający Tomasz Jodłowiec i Ivica Vrdoljak.

Zresztą kapitan Legii to postać tragiczna drugich 45 minut - choć futbol zna przeróżne wypadki, to jednak trudno uwierzyć w to, że Vrdoljak w drugiej połowie zmarnował dwie jedenastki - najpierw strzelił obok bramki Frasera Forstera, a w samej końcówce - gdy sędzia podyktował rzut karny po znakomitym rajdzie w "szesnastce" Kuby Koseckiego - trafił w golkipera Celticu.

Koledzy Vrdoljaka postanowili jednak rozgrzeszyć swojego kapitana. Zmęczony Celtic mógł tylko przyglądać się, jak Legia prze ku kolejnym golom - w samej końcówce szans miała co najmniej pięć, a na dwa gole zamienili je Michał Żyro i Kosecki, który znakomicie sprawdził się w roli jokera. Gdyby Legia poprzestała na dwóch golach i dwóch zmarnowanych szansach Vrdoljaka - niedosyt byłby spory. Była jednak nieustępliwa i do Edynburga (rewanż odbędzie się 6 sierpnia) jedzie z dużymi szansami na awans. Jeśli wyeliminuje Celtic, to w czwartej rundzie zagra dwumecz decydujący o awansie do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Sport.pl

piątek, 25 lipca 2014
[25.07.2014] El. LE: awans Lecha i Ruchu, Zawisza odpadł

Imponująca gra i łatwe dwa gole przed przerwą pozwoliły Lechowi Poznań odrobić straty z Kalju Nomme. To, co lechici pokazali po przerwie, było już jednak niepokojące. Awansowali ostatecznie z wynikiem 3:0.

Lech Poznań - Nomme Kalju 3:0 (2:0)
Kędziora 33., Hamalainen 43., Kownacki 90.+3

I mecz: 0:1
Awans: Lech

W 33. minucie Tomasz Kędziora wyszedł do strzału głową i strzelił pięknego gola. Przed przerwą natomiast o swoje upomniał się pazerny na grę i bramki Vojo Ubiparip, wygłodniały po wielu tygodniach bez gry. Uderzył tak, że bramkarz Vitali Teles (nie po raz pierwszy w tym meczu) wypuścił mokrą od deszczu piłkę. Kasper Hämäläinen wepchnął ją do siatki.

Lech Poznań schodził do szatni z prowadzeniem 2:0 i poczuciem, że jest o klasę lepszy od rywala. Jednocześnie z ryzykiem, że jakiś przypadkowy gol Estończyków wciąż może ich wyrzucić z pucharów, co przy takim przebiegu gry przy Bułgarskiej byłoby nie do pomyślenia.

Fatalna gra po przerwie spowodowała, że aż 20 263 widzów oglądających ten mecz musiało odliczać ostatnie sekundy, obgryzając paznokcie. Lech, który do niedawna imponował, teraz rozczarowywał. Miał szczęście, że naprzeciw niego była drużyna, która nie umiała tego wykorzystać. Dopiero w doliczonym czasie wynik na 3:0 po kontrze ustalił Dawid Kownacki, dobijając odsłoniętego przeciwnika.

Kolejorz wygrał 3:0 i awansował. W trzeciej rundzie zagra ze Stjarnan Gordabaer (Islandia).


Ruch Chorzów zgodnie z planem wyeliminował FC Vaduz. Zespół ze stolicy Liechtensteinu stawiał się mocno, ale to niebiescy zagrają w III rundzie eliminacji Ligi Europy. W niej rywalem klubu z Cichej będzie duński Esbjerg fB.

FC Vaduz - Ruch Chorzów 0:0
Czerwona kartka:
Muntwiller 75. (Vaduz)

I mecz: 2:3
Awans: Ruch

Niebiescy po pierwszym meczu (3:2) powtarzali, że zbyt mocno angażowali się w grę w ataku, a przez to zostawiali zawodnikom z Vaduz zbyt wiele miejsca na wyprowadzanie kontr. Tym razem wyglądało to inaczej. Ruch koncentrował się jednak przede wszystkim na tym, żeby bramki nie stracić. Akcji było mało, a stałe fragmenty też nie były tak groźnie, jak można by oczekiwać.

Po przerwie Ruch przycisnął mocniej. Znakomitą okazję do strzelenia gola miał debiutujący w niebieskich barwach Michał Szewczyk. Syn Mieczysława - mistrza Polski w Ruchu z roku 1989 - otrzymał znakomite podanie od Filipa Starzyńskiego, ale kopnął piłkę prosto w bramkarza. 

W końcówce spotkania zrobiło się nerwowo. Gospodarze zawzięcie walczyli o bramkę, która dałaby im awans. Nie wytrzymał Philipp Muntwiler, który za komentowanie decyzji sędziego został ukarany drugą żółtą kartką i w 75. minucie został wyrzucony z boiska.


Bydgoscy piłkarze stawiali dzielnie czoła rywalowi z Belgii. Przegrali 1:3 z silniejszym i bogatszym zespołem ze znacznie lepszej ligi niż polska. Zulte Waregem gra dalej w Lidze Europy.

Zawisza Bydgoszcz - Zulte Waregem 1:3 (0:1)
Petasz 52. - Plet 1., Aneke 48., Skulason 76.
Czerwona kartka: Vasconcelos 68. (Zawisza)

I mecz: 1:2
Awans: Zulte

Belgowie strzelili gola już w 30. sekundzie meczu. W środku pola przegrał pojedynek Paweł Strąk, potem dał się przepchnąć Łukasz Nawotczyński i prostopadłe podanie trafiło do Glynora Pleta. Holender nie dał szans Grzegorzowi Sandomierskiemu w pojedynku sam na sam. Bydgoszczanie musieli już trafić trzy razy, żeby awansować.

Losy awansu do trzeciej rundy Ligi Europy rozstrzygnęły się na początku drugiej połowy meczu. Zawiszanie znowu popełnili kardynalny błąd w środku defensywy. Chuks Aneke ograł najpierw Samuela, a potem łatwo przedryblował Nawotczyńskiego i nie zmarnował okazji. Cztery minuty później było 1:2. Piotr Petasz potężnie uderzył z rzutu wolnego z 18 metrów. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki. 10 minut potem Petasz trafił w poprzeczkę, bezpośrednio z rzutu rożnego.

Od 68. minuty Zawisza musiał grać w dziesiątkę. Czerwoną kartkę zobaczył Vasconcelos. Angielski sędzia uznał, że chciał uderzyć głową N'Diaye. Piłkarz Zulte Waregem padł po ruchu Portugalczyka jak rażony gromem. Ale potem równie szybko wstał. Trzeci gol był już konsekwencją tej sytuacji.

Sport.pl

czwartek, 24 lipca 2014
[23.07.2014] El. LM: wysokie zwycięstwo i awans Legii

Legia Warszawa pokonała w środę na wyjeździe St. Patrick's Athletic 5:0 po bramkach Miroslava Radovicia, Michała Żyry, Marka Saganowskiego i samobójczym golu Conana Byrne'a, i awansowała do trzeciej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. W niej zagra z Celtikiem Glasgow - pierwszy mecz odbędzie się 29 lub 30 lipca w Warszawie, rewanż w Szkocji zostanie rozegrany 5 lub 6 sierpnia.

St. Patrick's Athletic - Legia Warszawa 0:5 (0:1)
Radović 25. i 82., Żyro 69., Saganowski 87., Byrne 90.+2-samobójcza

St. Patrick's: Clarke - O'Brien (64. Hoare), Bermingham, Browne (74. Lynch), Oman - Bolger, Fahey - Brennan, Byrne Forrester (46. Quigley) - Fagan.
Legia: Kuciak - Broź, Rzeźniczak, Astiz, Brzyski - Żyro, Vrdoljak, Jodłowiec, Kucharczyk (85. Kosecki) - Radović, Duda (84. Saganowski).

Zwycięstwo i wyeliminowanie St. Patrick's uratowało Legię przed katastrofą, jaką byłoby odpadnięcie z półamatorskim mistrzem Irlandii już drugiej rundzie eliminacji. Mistrzowie Polski w środę zagrali w najsilniejszym, znanym z poprzedniego sezonu ustawieniu, i cel osiągnęli. Choć po przeciętnym meczu.

Pierwszy gol padł w 25. minucie. Michał Żyro, który z prawego skrzydła zszedł do środka boiska, bardzo dobrze podał do wbiegającego w pole karne Miroslava Radovicia. A Serb, który tydzień wcześniej w Warszawie strzelił wyrównującego gola na 1:1, nie zawiódł - przyjął piłkę i strzelił obok interweniującego Clarke'a.

W 69. minucie, legioniści strzelili drugiego gola. Akcję rozpoczął na połowie boiska Duda, który podał do wybiegającego na lewe skrzydło Kucharczyka. Ten okiwał dwóch obrońców i podał na 11. metr do Żyry. Skrzydłowy Legii uderzył nie najlepiej, piłka leciała prosto w Clarke'a, ale bramkarz St. Patrick's się poruszał i nie zdołał jej zatrzymać.

W ostatnich minutach rozluźnieni legioniści przeprowadzili kilka akcji, które mogły zagrozić bramce St. Patrick's. Strzelał Brzyski, szarżował Radović, ale kolejnym próbom gości brakowało znów ostatniego podania, skutecznego strzału, udanego dryblingu. Do 82. minuty, kiedy Radović po podaniu Dudy pewnie uderzył z ostrego kąta i pokonał Clarke'a. Był to 12. gol Serba dla Legii w europejskich pucharach.

Po bramce Radovicia, Kuciak musiał się jeszcze wysilić broniąc strzał Lee Lyncha, ale w 87. minucie po akcji rezerwowego Jakuba Koseckiego piłkę do bramki z najbliższej odległości skierował Saganowski. A w doliczonym czasie gry głową do własnej siatki trafił jeszcze Byrne. Mistrzowie Polski wrócą do kraju w lepszych humorach. Zadanie zostało wykonane, w sobotę czeka ich kolejne - wyjazdowe spotkanie z Cracovią.

Sport.pl

piątek, 18 lipca 2014
[18.07.2014] Polskie drużyny poznały potencjalnych rywali

W szwajcarskim Nyonie odbyło się losowanie trzeciej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów oraz Ligi Europejskiej. Polskie zespoły - Legia Warszawa oraz Ruch Chorzów, Lech Poznań i Zawisza Bydgoszcz wciąż walczą w 2. rundzie, jednak już wiadomo z kim mogą się zmierzyć, jeśli uda im się awansować. Najtrudniejsze zadanie może czekać mistrza Polski, którego potencjalnym rywalem jest Celtic Glasgow.

Legia w III rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów może zagrać z Celtikiem Glasgow albo KR Reykjavik. Najpierw jednak musi wyeliminować St. Patrick's Athletic, z którym w pierwszym meczu u siebie zremisowała 1:1. Bliżej awansu do III rundy eliminacji Ligi Mistrzów i rywalizacji z Legią albo St. Patrick's wydaje się być drużyna z Glasgow, która pokonała Islandczyków w pierwszym meczu na wyjeździe 1:0 po golu strzelonym w 84. minucie spotkania przez Calluma McGregora.

Mecze trzeciej rundy zostaną rozegrane 29-30 lipca i 5-6 sierpnia. Pierwsze spotkanie rozegra u siebie zwycięzca pary Legia - St. Patrick's, rewanż odbędzie się na Celtic Park albo na stadionie KR.


Godzinę po losowaniu LM, wylosowano także mecze przedostatniej, trzeciej rundy kwalifikacji LE. Odbędą się one 31 lipca i 7 sierpnia.

Kajrat Ałmaty (Kazachstan) lub Esbjerg fB (Dania) może być przeciwnikiem Ruchu Chorzów w trzeciej rundzie kwalifikacji piłkarskiej Ligi Europejskiej. W pierwszych spotkaniach drugiej rundy Ruch pokonał FC Vaduz 3:2, a Kajrat zremisował u siebie z Esbjerg fB 1:1.

Szkocki klub Motherwell FC albo islandzki Stjarnan Gardabaer będą rywalami Lecha Poznań albo Kalju Nomme, w zależności od tego, kto awansuje do trzeciej rundy Ligi Europejskiej. Pierwszy mecz Lech rozegra na wyjeździe. W pierwszym meczu Szkotów z Islandczykami w Motherwell padł remis 2:2, a goście wyrównali w 90. minucie z karnego.

Irlandzki Derry City FC lub białoruski Szachtior Soligorsk może być przeciwnikiem Zawiszy Bydgoszcz w trzeciej rundzie kwalifikacji piłkarskiej Ligi Europejskiej. W pierwszych spotkaniach drugiej rundy Zawisza przegrał na wyjeździe z belgijskim SV Zulte Waregem 1:2, a Derry City FC uległ u siebie Szachtiorowi 0:1.

Sport.pl

[17.07.2014] El. LE: minimalna porażka Zawiszy

Piłkarze Zawiszy po niezłym meczu przegrali na wyjeździe 1:2 z Zulte Waregem w pierwszym spotkaniu kwalifikacji Ligi Europy. Rewanż za tydzień w Bydgoszczy.

Zulte Waregem - Zawisza Bydgoszcz 2:1 (2:1)
Colpaert 8., Plet 45. - Drygas 16.

Zulte: Bostyn - Vorboom, Colpaert, D'Haene, Cissako, N'Diaye (86. Ekangamene), Skulason, Aneke, Conte (82. Caceres), Plet, Bongonda (83. Sylla).
Zawisza: Sandomierski - Ziajka, Micael, Nawotczyński, Silva (46. Petasz), Drygas, Sochan (76. Gevorgyan), Carlos, Wójcicki (56. Lima Alves), Wagner, Vasconcelos.

Mecz w Waregem, nie licząc startu w Pucharze Intertoto (w 1993 r.), był dla Zawiszy debiutem na europejskich boiskach. W starciu z czwartą w poprzednim sezonie drużyną belgijskiej ekstraklasy bydgoszczanie nie byli faworytem.

Trener Jorge Paixao w porównaniu z wygranym pojedynkiem o Superpuchar Polski (z Legią 3:2) dokonał dwóch roszad w składzie. Jedna była wymuszona. Dochodzącego do siebie po wstrząśnieniu mózgu Pawła Strąka zastąpił młody, 18-letni Korneliusz Sochań. Na skrzydle za Portugalczyka Alvarinho zagrał nowy nabytek Zawiszy Brazylijczyk Wagner.

Bydgoszczanie spotkanie rozpoczęli spokojnie, ale szybko zostali skarceni. Już w 8. minucie z rzutu rożnego dośrodkowywał Theo Bongonda, a Steve Colpaert pokonał Grzegorza Sandomierskiego. Na szczęście utrata gola nie podłamała naszych piłkarzy. Niespełna osiem minut później świetne podanie Jakuba Wójcickiego wykorzystał Kamil Drygas (na zdj. w środku) i było 1:1.

Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się remisem, gola dla gospodarzy zdobył Glynor Plet, który wykorzystał prosty błąd defensywy Zawiszy.

Po zmianie stron na boisku dominowali Belgowie, którzy zmarnowali kilka okazji do podwyższenia prowadzenia. W Zawiszy aktywny był Bernardo Vasconcelos, ale jego strzały były blokowane.

Rewanż odbędzie się za tydzień w Bydgoszczy.

Sport.pl

czwartek, 17 lipca 2014
[17.07.2014] El. LE: zwycięstwo Ruchu, porażka Lecha

Ruch Chorzów rozpoczął grę w europejskich pucharach od zwycięstwa z FC Vaduz. Styl tej wygranej pozostawił jednak wiele do życzenia.

Ruch Chorzów - FC Vaduz 3:2 (2:1)
Zieńczuk 19., Stawarczyk 21. i 74. - Muntwiler 16., Surma 59-samobójcza.

Ruch: Kamiński - Konczkowski, Malinowski, Stawarczyk, Dźiwniel, Babiarz, Surma, Kowalski, Starzynski (68. Efir), Zieńczuk, Kuświk.
Vaduz: Jehle - Grippo, Ciccone (62. Polverino), Sutter (70. Lang), Burgmeier (77. von Niederhauser), Schurpf, Kwang-Ryong, Untersee, Stahel, Neumayr, Muntwiler.

Goście nie stawili się jednak na Śląsku (mecz rozegrano w Gliwicach) tylko po to, by łatwo dać sobie strzelić kilka goli. Tysiąc kibiców Ruchu przecierało oczy ze zdumienia, obserwując odważną i dobrą grę Vaduz. Jej efektem był gol Philipa Muntwilera.

Dopiero stracona bramka obudziła chorzowian z letargu. W ciągu kilku minut to oni objęli prowadzenie. Najpierw genialną bombą z dystansu popisał się Marek Zieńczuk, a po chwili gola strzelonego w ekwilibrystyczny sposób dołożył Piotr Stawarczyk.

Kolejne gole dla niebieskich powinny być kwestią czasu, ale nie były. Co prawda Łukasz Surma zdobył efektowną bramkę strzałem głową, ale był to gol samobójczy w wyniku dość nieszczęśliwej interwencji.

Potężnego wstydu, jakim byłby remis, pozwolił niebieskim uniknąć Stawarczyk, który na kwadrans przed końcem ponownie wyręczył swoich kolegów z ataku i strzelił decydującego gola. Tym razem wepchnął piłkę z bliska do siatki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego.

O awansie jednego z zespołów do trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy przesądzi mecz rewanżowy, który odbędzie się w następny czwartek. Po pierwszym spotkaniu szanse obu ekip wydają się dość wyrównane.


Wracają ubiegłoroczne koszmary Lecha Poznań. W zeszłym roku Wilno, w tym roku Tallinn - Kolejorz znów nie umiał wygrać z teoretycznie słabiutkim rywalem i wyprawę do Estonii zakończył wynikiem 0:1 z wicemistrzem kraju Kalju Nomme.

Kalju Nomme - Lech Poznań 1:0 (0:0)
Wakui 81.

Kalju: Teles - Purg (64. Toomet), Rodrigues, Barengrub, Kallaste, Wakui, Alidor, Vunk, Mool, Quinteri (77. Anisalu), Nunes (62. Kirss).
Lech: Burić - Kędziora, Wołąkiewicz, Wilusz, Henriquez - Trałka, Linetty (60. Kownacki) - Lovrencsics, Jevtić, Pawłowski - Hamalainen.

Lech do pucharowych bojów szykował się solidnie, zmienił filozofię przygotowań po to, by być w formie już teraz, w lipcu. Wzmocnił się też trzema poważnymi piłkarzami, tracąc jednocześnie tylko piłkarzy zwykle pomijanych w podstawowej jedenastce. A zatem - jest teoretycznie mocniejszy niż rok temu, gdy kompromitował się w meczach z półamatorami z Żalgirisu Wilno.

Teoria - teorią, praktyka - praktyką. Kalju Nomme to ekipa chyba jeszcze słabsza niż Żalgiris i Lech powinien po prostu rozbić ją, jak pięć lat temu rozbijał na wyjeździe norweski Fredrikstad.

Lech na drugą połowę wyszedł przed Estończykami. - Ej, Hubert, strzelicie coś wreszcie? - spytał ten z kibiców Lecha, który wyposażony jest w megafon. By wreszcie coś strzelić, trener Rumak wprowadził wreszcie na boisko nominalnego napastnika - Dawida Kownackiego. I faktycznie, to on dwa razy był najbliżej strzelenia gola: raz chybił po uderzeniu lewą nogą z linii pola karnego, za drugim razem trafił piłką w poprzeczkę.

Problem w tym, że Lech już wtedy przegrywał. Popis nieudolności dał nowy obrońca Lecha Maciej Wilusz, który przy linii pola karnego po prostu oddał piłkę rywalowi. Hidetoshi Wakui, największa gwiazda Kalju Nomme i jego najlepiej opłacany piłkarz, nie marnuje takich okazji. Strzelec trzech goli w ostatnim ligowym meczu strzelił też Lechowi i uszczęśliwił dwa tysiące kibiców Kalju.

Sport.pl

[16.07.2014] El. LM: remis Legii w pierwszym meczu

Miroslav Radović dopiero w 91. minucie uratował remis 1:1 z St. Patrick's Athletic. Nie wiadomo, co było gorsze - wynik czy gra.

Legia Warszawa - St. Patrick's Athletic 1:1 (0:1)
Radović 90.+1 - Fagan 38.

Legia: Kuciak - Broź, Rzeźniczak, Astiz, Brzyski - Jodłowiec - Żyro, Radović, Pinto (66. Vrdoljak), Kosecki (77. Duda) - Sa (16. Saganowski).
St. Patrick's: Clarke - O'Brien, Oman, Browne, Bermingham - Byrne Bolger Fahey, Brennan (76. Chambers), Forrester (49. Quigley) - Fagan (85. Lynch).

Miała być dominacja, a wyszła kompromitacja. Saint Patrick's od pierwszych minut nie wyglądało na ekipę, która jest lepsza od The New Saints, z którą warszawianie poradzili sobie w zeszłym sezonie. Więcej - Irlandczycy byli gorsi. Ale Legia też nie wyglądała na zespół, który przez ostatnie siedem miesięcy pracy z Bergiem zrobił jakikolwiek postęp.

W 38. minucie - ku niedowierzaniu wszystkich - Saint Patrick's objęło prowadzenie na Łazienkowskiej. Za stratę tej bramki winę ponosi cała legijna defensywa. Ta defensywa, która przecież z Bergiem miała zrobić największy postęp. Jak widać - nie zrobiła. Najpierw z kryciem na prawej stronie spóźnił się Łukasz Broź, a po chwili w polu karnym zaspali środkowi obrońcy - Jakub Rzeźniczak i Inaki Astiz. Niepilnowany Joseph Fagan z najbliższej odległości nie miał problemów, aby wepchnąć piłkę do siatki.

Pięć minut później mogło być po wszystkim. Goście mogli dobić Legię. Nie dobili tylko dlatego, że piłkę z linii bramkowej w ostatniej chwili wybił Astiz. Na przerwę warszawianie schodzili ze spuszczonymi głowami, żegnani gwizdami przez kibiców, których wczoraj na stadionie pojawiło się około 12 tysięcy.

Już wydawało się, że Legia przegra to spotkanie, ale w doliczonym czasie gry przypomniał się niezawodny duet napastników z rundy wiosennej. Ondrej Duda, który w 77. minucie zastąpił na boisku Koseckiego, podał do Radovicia, a Serb z ostrego kąta pokonał bramkarza Saint Patrick's. Żadna radość.

W piątek w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie III rundy eliminacji LM. To, czy Legia ewentualnie trafi w niej na Steauę, Red Bull Salzburg czy Celtic Glasgow, nikogo nie powinno teraz obchodzić. Patrząc na grę legionistów, trudno uwierzyć, że Polski zespół po 18 latach w końcu awansuje do LM.

Sport.pl

poniedziałek, 23 czerwca 2014
[23.06.2014] LM i LE: polskie drużyny poznały rywali

Pierwszym rywalem Legii Warszawa w eliminacjach do Ligi Mistrzów będzie Saint Patrick's Athletic FC z Irlandii.

Losowanie I i II rundy eliminacji Ligi Mistrzów odbyło się w poniedziałek w szwajcarskim Nyonie. Legia rozpocznie eliminacje od drugiej rundy, w której była rozstawiona. Rywalem legionistów w tej fazie rozgrywek będzie mistrz Irlandii.

Saint Patrick's Athletic FC ma na koncie dziewięć mistrzostw Irlandii. Po 17 kolejkach zajmuje aktualnie trzecie miejsce w lidze (bilans 9-6-2). Rok temu odpadł w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Europejskiej z Żalgirisem Wilno (1:2 i 2:2).

Pierwszy mecz Legia rozegra 15 lub 16 lipca u siebie, a rewanż 22 lub 23 lipca na wyjeździe. Jeżeli Legia awansuje, mecze III rundy eliminacyjnej Ligi Mistrzów rozegra 29 lub 30 lipca i 5 lub 6 sierpnia. Losowanie tej rundy odbędzie się 18 lipca.


Lech Poznań zagra z drużyną z Islandii lub Estonii, Ruch Chorzów z ekipą z Liechtensteinu lub Gibraltaru, a rywalem Zawiszy Bydgoszcz będzie belgijski SV Zulte Waregem. Takie są wyniki losowania drugiej rundy eliminacji do Ligi Europy. Pierwsze mecze odbędą się 17 lipca, natomiast rewanże będą miały miejsce 24 lipca.

Mecze 1. rundy zaplanowano na 3 i 10 lipca, a polskie drużyny włączą się do rywalizacji w drugiej połowie lipca. By awansować do fazy grupowej LE, muszą wyeliminować trzech rywali.

Rywalem Ruchu Chorzów będzie zwycięzca z pary 1. rundy, w której zmierzą się FC Vaduz z Liechtensteinu i College Europa FC z Gibraltaru. "Niebiescy" będą gospodarzem pierwszego spotkania 17 lipca.

Rywalem Lecha Poznań będzie Fram z Islandii lub JK Nomme Kalju z Estonii. Pierwszy "Kolejorz" rozegra na wyjeździe, a rewanż w Poznaniu 24 lipca. Fram to zdobywca Pucharu Islandii i ósmy obecnie zespół tamtejszej ekstraklasy. Z kolei Nomme Kalju to wicemistrz Estonii.

Najtrudniejszego rywala będzie miał Zawisza Bydgoszcz, który zagra z SV Zulte Waregem z Belgii. Zdobywcę Pucharu Polski, który zadebiutuje na międzynarodowej arenie, 17 lipca czeka spotkanie wyjazdowe, a rewanż tydzień później rozegra na własnym obiekcie. SV Zulte Waregem to czwarta drużyna ostatniego sezonu Jupiler League i finalista krajowego pucharu. Udział w ostatniej edycji LE zakończyła na fazie grupowej.

Finał rozgrywek odbędzie się 27 maja 2015 roku na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Sport.pl

niedziela, 25 maja 2014
[24.05.2014] Real Madryt zwycięzcą Ligi Mistrzów!

Atletico Madryt było o włos od prawie idealnego sezonu, w którym zdobyłoby mistrzostwo Hiszpanii i Puchar Mistrzów. Przez większość finałowego meczu w Lizbonie podopieczni Diego Simeone prowadzili jedną bramką po golu Diego Godina, jednak w doliczonym czasie "Królewskich" uratował Sergio Ramos, który zdobył wyrównującego gola. W dogrywce Real wypunktował rywali strzelając im jeszcze trzy bramki i wygrywając 4:1 zdobył swój dziesiąty puchar w historii.

Real Madryt - Atletico Madryt dogr. 4:1 (1:1, 0:1)
Ramos 90.+3, Bale 110., Marcelo 118., Ronaldo 120.-karny - Godin 36.

Real: Casillas - Carvajal, Varane, Ramos, Coentrao (59. Marcelo) - Modrić, Khedira (59. Isco), Di Maria - Bale, Benzema (79. Morata), Ronaldo.
Atletico: Courtois - Juanfran, Godin, Miranda, Filipe Luis (83. Alderweireld) - Garcia (66. Sosa), Tiago, Gabi, Koke - Villa, Costa (9. Adrian).

Real przegrywał przez zdecydowaną większość meczu, mimo że to on rzucił się na rywala od pierwszych minut, chcąc pokazać, kto jest faworytem tego finałowego meczu.

Z biegiem minut ataki Atletico były jednak coraz groźniejsze, a Real zaczął się gubić w obronie. Raz miał ogromne problemy z wybiciem piłki z pola karnego, gdy piłka odbijała się od graczy w białych koszulkach, jednak szczęścia tego zabrakło "Królewskim" w 36. minucie. Błąd przy rzucie rożnym popełnił wówczas Iker Casillas, który niepotrzebnie wyszedł z bramki, a strzałem głową przelobował go Diego Godin. Kapitan próbował jeszcze wyciągnąć piłkę z linii bramkowej, jednak nie zdołał tego zrobić i Atletico cieszyło się z prowadzenia.

Do trzeciej minuty doliczonego czasu gry Atletico miało Puchar Mistrzów, jednak gdy wydawało się, że już nic nie uratuje Realu, to Sergio Ramos zrobił to, co przy stałych fragmentach gry potrafi najlepiej - uciekł obrońcy, wyszedł w górę i strzałem głową nie dał szans Thibautowi Courtoisowi sięgnąć piłki. Real wyrównał wówczas stan meczu na 1:1, uciekając spod gilotyny i przedłużając swoje nadzieje na zdobycie trofeum.

Dogrywka toczyła się już pod dyktando Realu, którego ataki raz po raz siały popłoch w obronie Atletico.

Na dziesięć minut przed końcem dogrywki Angel Di Maria świetnie uciekł lewym skrzydłem, oszukał trzech obrońców i choć jego strzał zablokował Courtois, to na dobitkę świetnie poszedł ten, który wcześniej seryjnie marnował okazje. Gareth Bale wyskoczył w powietrze i idealnie zmieścił piłkę tuż przy samym spojeniu słupka z poprzeczką.

Ostatnie minuty to już egzekucja w wykonaniu "Królewskich". Pierwszy z gwoździ do trumny Atletico wbił rewelacyjnie grający w tym meczu Marcelo, który dwie minuty przed końcem dogrywki popędził w kierunku pola karnego i wykorzystał to, że obrońcy wręcz rozstąpili się przed nim. Nie pozostało mu więc nic innego jak pokonać belgijskiego bramkarza. Wynik ustalił w ostatniej minucie Cristiano Ronaldo, który wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na nim samym. W doliczonym czasie na trybuny odesłany został jeszcze Diego Simeone, który wbiegł na boisko z pretensjami do sędziego.

Dwanaście lat czekali kibice Realu na dziesiąty ("La Decima") Puchar Europy. Szczególne powody do radości ma Carlo Ancelotti - Włoch został drugim trenerem w historii, który trzykrotnie sięgnął po Puchar Europy (w 2003 i 2007 triumfował z Milanem). Wcześniej takim osiągnięciem mógł się poszczycić słynny Bob Paisley - prowadzony przez niego Liverpool wygrał w 1977, 1978 i 1981 roku.

Tymczasem Atletico - mimo porażki w Lizbonie - przeżywa najlepszy okres w historii klubu. Tydzień wcześniej podopieczni Diego Simeone wywalczyli pierwszy od 1996 roku tytuł mistrzów Hiszpanii.

Sport.pl

sobota, 17 maja 2014
[14.05.2014] LE: zwycięstwo FC Sevilla po rzutach karnych

Sevilla wygrała z Benfiką w finale Ligi Europejskiej. Do rozstrzygnięcia finału potrzebne były rzuty karne, ponieważ po 120 minutach gry był bezbramkowy remis. W karnych Sevilla wygrała 4:2. Bohaterem "jedenastek" był bramkarz Beto. Klątwa Benfiki trwa.

FC Sevilla - Benfica Lizbona k. 4:2, dogr. 0:0

Sevilla: Beto - Moreno, Fazio, Pareja, Coke - Carrico, Mbia - Vitolo (110. Figueiras), Rakitić, Reyes (78. Marin; 104. Gameiro) - Bacca.
Benfica: Oblak - Pereira, Luisao, Garay, Siqueira (99. Cardozo) - Amorim, Gomes, Gaitan (119. Cavaleiro) - Sulejmani (25. Almeida), Lima, Rodrigo.

Przez pierwsze trzydzieści minut spotkania nie oglądaliśmy pasjonującego widowiska. Zawodnicy nie oszczędzali się, było dużo walki fizycznej. Najgroźniej pod bramką Sevilli było w końcówce pierwszej części meczu.

Tuż po przerwie znowu groźniej było pod bramką Hiszpanów. Najpierw piłkę do bramki strzeżonej przez Beto mógł skierować Lima, a chwilę później Rodrigo. Benfica naciskała, ale nie potrafiła pokonać dobrze dysponowanego tego dnia Beto. Po stronie Sevilli odpowiedział Jose Antonio Reyes, ale uderzył niedokładnie.

Po 90 minutach gry był bezbramkowy remis, więc doszło do dogrywki, ale bramki i tak nie padły. W rzutach karnych kapitalnie spisał się bramkarz Sevilli, który wybronił dwa strzały i dał swojemu zespołowi Puchar Ligi Europejskiej. Sevilla FC po raz trzeci w historii triumfowała w Lidze Europejskiej. Wcześniej Hiszpanie sięgali po tytuł w sezonach 2005/2006 i 2006/2007 (Puchar UEFA).

Kiedy w 1962 Benfica po pasjonującym meczu pokonała w finale Pucharu Europy Real Madryt 5:3 (decydujące dwa gole strzelił Eusebio), ówczesny trener portugalskiego klubu, Bela Guttman, poprosił szefów o podwyżkę. Nic dziwnego - Benfica właśnie po raz drugi z rzędu została najlepszą klubową "jedenastką" Europy, biją w finale kolejno Barcelonę i wielki Real. Ale władze Benfiki nie chciały sięgnąć do portfela. Rozczarowany Guttman odszedł z klubu, ale wcześniej zapowiedział: W ciągu najbliższych stu lat Benfica nie zdobędzie tytułu mistrza Europy!

Od tego czasu Benfica przegrała osiem finałowych starć w europejskich pucharach - pięć w Pucharze Mistrzów (1963, 1965, 1968, 1988 i 1990) i trzy w Pucharze UEFA/Lidze Europejskiej (1983, 2013 i 2014). Przed finałem w 1990 r., który miał być rozegrany w Wiedniu, nieżyjący już dziś Eusebio modlił się na grobie pochowanego właśnie w stolicy Austrii Guttmana. Ale klątwa wciąż działa...

Sport.pl

sobota, 03 maja 2014
[01.05.2014] Liga Europejska: Sevilla i Benfica w finale

Sevilla gola na wagę awansu zdobyła w 93. minucie (Stéphane Mbia na zdjęciu), a Benfica do 99. minuty musiała bronić się przed grającym w przewadze dwóch zawodników Juventusem.

Valencia CF - FC Sevilla 3:1 (2:0)
Feghouli 14., Beto 26.-samobójcza, Mathieu 69. - Mbia 90.+4

I mecz: 0:2
Awans: Sevilla

Gospodarze byli w czwartek zespołem bezapelacyjnie lepszym. Częściej atakowali, nadawali spotkaniu tempo.

Nic dziwnego, że już w 14. min rozpoczęła odrabiania strat z Sewilli. Joao Pereira dobrze dograł w pole karne, Feghouli przejął, oszukał obrońcę i z bardzo ostrego kąta uderzył. Piłka odbiła się od zawodnika robiącego wślizg i Beto musiałby być superbohaterem, żeby ocalić swój zespół od utraty bramki.

Po kolejnych 12 minutach Bernat wrzucił piłkę, Jonas dobrze uderzył głową, a piłka odbiła się od poprzeczki, od linii bramkowej i - w drodze powrotnej do poprzeczki - od głowy rzucającego się wcześniej bramkarza. Gol szybko został zaliczony bramkarzowi gości - Beto strzelił samobója.

W 67. min w finale znaleźli się piłkarze z Walencji. Cartabia wrzucił z rzutu rożnego, Ricardo Costa raczej nie trafił w piłkę, tak jak chciał, piłka odbiła się od ziemi i trafiła w dziwny sposób do zaskoczonego Mathieu. Nie na tyle zaskoczonego, by nie trafić z bliskiej odległości.

Valencia nie mogła czuć się bezpiecznie, bo jeden gol mógł pozbawić ją awansu. I tak się stało na minutę przed końcem meczu. W 93. min zadecydowały bramki wyjazdowe - Stéphane Mbia mocno uderzył piłkę głową i trafił, zdobywając bramkę z niczego. Cała Sevilla z trenerem na czele oszalała!


Juventus Turyn - Benfica Lizbona 0:0

I mecz: 1:2
Awans: Benfica

Zadanie Benfiki było ciut trudniejsze niż Sevilli. Co ciekawe, wielu komentatorów skazywało lizbończyków na pożarcie. Jak się okazało, niesłusznie.

W Turynie nie obejrzeliśmy ani jednego gola (za to mnóstwo kartek i szamotaniny). Przez większą część meczu zdecydowanie przeważali gospodarze, którzy nie potrafili jednak wpakować piłki do siatki. Spora w tym zasługa bardzo dobrze spisującego się między słupkami Oblaka.

Pod koniec meczu wywiązała się awantura, po której z ławek rezerwowych wylecieli Vucinić (Juventus) i Marković (Benfica). Ten drugi miał szczęście, bo gdyby czerwoną kartkę obejrzał trzy minuty wcześniej, stałoby się to jeszcze na boisku. Nie zagra jednak w finale, do którego Benfica przystąpi zdziesiątkowana.

Już w doliczonym czasie gry, Pogba znokautował przypadkowo Garaya. Doskonale wiedział, co mu zrobił, bo pierwszy wołał lekarzy. Tym razem absolutnie nie było mowy o graniu na czas. Na murawie pojawiła się kałuża krwi, a Garay został zniesiony na noszach. Benfica musiała dograć spotkanie w dziewiątkę (trener wykorzystał już limit zmian).

A było co dogrywać - mimo że Juve nie stworzyło już żadnej dobrej okazji (Pogba jeszcze raz znalazł się na spalonym), to Portugalczycy wznieśli ręce w geście triumfu dopiero w 99. minucie.

Sevilla zagra z Benfiką w finale w środę 14. maja o godz. 20:45.

Finał Ligi Mistrzów odbędzie się zaś w sobotę 24. maja o 20:45.

Sport.pl

czwartek, 01 maja 2014
[30.04.2014] LM: Atletico drugim finalistą

Jose Mourinho znów próbował ustawić przed bramką autobus, ale buldożer Diego Simeone okazał się skuteczniejszy. Atletico pokonało Chelsea 3:1 i 24 maja zagra z Realem Madryt w finale Ligi Mistrzów.

Chelsea Londyn - Atletico Madryt 1:3 (1:1)
Fernando Torres 36. - Adrian Lopez 44., Diego Costa 60.-karny, Arda Turan 71.

I mecz: 0:0
Awans: Atletico

Do 44. minuty wydawało się, że plan Chelsea na ten mecz przyniesie sukces. Dostępu do bramki Marka Schwarzera pilnowało sześciu nominalnych obrońców, a gol Fernanda Torresa z 36. minuty dawał awans do finału. Tuż przed przerwą jednak defensywa "The Blues" kompletnie się pogubiła. Pozwoliła dośrodkować piłkę Juanfranowi i nie upilnowała Adriana Lopeza, który z bliska zdobył wyrównującą bramkę. Przy bezbramkowym remisie w Madrycie wynik 1:1 dawał awans Atletico.

Po przerwie Mourinho wzmocnił atak wejściem Samuela Eto'o, ale Kameruńczyk przyczynił się tylko do zwycięstwa rywali. W 59. minucie w pozornie niegroźnej sytuacji sfaulował Diego Costę w polu karnym. Napastnik Atletico sam ustawił piłkę na jedenastym metrze. Robił to tak długo i pieczołowicie, że sędzia zdążył mu pokazać żółta kartkę za opóźnianie gry. Gdy wziął się wreszcie za wykonanie rzutu karnego - zrobił to bezbłędnie. W 71. minucie Chelsea wykończył Arda Turan, który dobił strzał w słupek Juanfrana.

Po wyeliminowaniu Milanu i Barcelony Atletico pokonało w środę Chelsea i zasłużenie zagra z Realem w finale Ligi Mistrzów. 24 maja w Lizbonie faworytem będą "Królewscy", ale historia spotkań madryckich zespołów w tym sezonie daje nadzieję Atletico. W Primera Division zespół Diega Simeone wygrał 1:0 i zremisował 2:2.

Sport.pl

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28