| < Lipiec 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
- Kontakt
- Obejrzyj teledyski!
Linkin Park:
Najnowsze Płyty:
Polecam:
Polecam blogi:
Teksty piosenek:
Wkrótce w Polsce:
Zwiastuny:



TERMINARZ
MISTRZOSTW
ŚWIATA
2014

Premiera tygodnia

Placebo
"A Million Little Pieces"

Polecane teledyski

Train
"Angel in Blue Jeans"

Jessie Ware
"Tough Love"

I Am Giant
"Razor Wire Reality"

Wiz Khalifa
"We Dem Boyz"

O.S.T.R. & Marco Polo
feat. DJ HAEM
"Miejmy to za sobą"

Patrycja Markowska
"Nim się zmienisz w żart"

Nicki Minaj
"Pills N Potions"

Ludacris feat.
Wiz Khalifa, Jeremih
Cashmere Cat
"Party Girls"

Ewa Farna
"Tajna misja"

Maroon 5
"Maps"

Quinn Archer
"Dark Places"

Frontside feat.
Piotr Rogucki
"Ewolucja albo śmierć"

Perfect
"Wszystko ma swój czas"

Kiesza
"Hideaway"

















darmowe statystyki na strone

piątek, 25 lipca 2014
[25.07.2014] El. LE: awans Lecha i Ruchu, Zawisza odpadł

Imponująca gra i łatwe dwa gole przed przerwą pozwoliły Lechowi Poznań odrobić straty z Kalju Nomme. To, co lechici pokazali po przerwie, było już jednak niepokojące. Awansowali ostatecznie z wynikiem 3:0.

Lech Poznań - Nomme Kalju 3:0 (2:0)
Kędziora 33., Hamalainen 43., Kownacki 90.+3

I mecz: 0:1
Awans: Lech

W 33. minucie Tomasz Kędziora wyszedł do strzału głową i strzelił pięknego gola. Przed przerwą natomiast o swoje upomniał się pazerny na grę i bramki Vojo Ubiparip, wygłodniały po wielu tygodniach bez gry. Uderzył tak, że bramkarz Vitali Teles (nie po raz pierwszy w tym meczu) wypuścił mokrą od deszczu piłkę. Kasper Hämäläinen wepchnął ją do siatki.

Lech Poznań schodził do szatni z prowadzeniem 2:0 i poczuciem, że jest o klasę lepszy od rywala. Jednocześnie z ryzykiem, że jakiś przypadkowy gol Estończyków wciąż może ich wyrzucić z pucharów, co przy takim przebiegu gry przy Bułgarskiej byłoby nie do pomyślenia.

Fatalna gra po przerwie spowodowała, że aż 20 263 widzów oglądających ten mecz musiało odliczać ostatnie sekundy, obgryzając paznokcie. Lech, który do niedawna imponował, teraz rozczarowywał. Miał szczęście, że naprzeciw niego była drużyna, która nie umiała tego wykorzystać. Dopiero w doliczonym czasie wynik na 3:0 po kontrze ustalił Dawid Kownacki, dobijając odsłoniętego przeciwnika.

Kolejorz wygrał 3:0 i awansował. W trzeciej rundzie zagra ze Stjarnan Gordabaer (Islandia).


Ruch Chorzów zgodnie z planem wyeliminował FC Vaduz. Zespół ze stolicy Liechtensteinu stawiał się mocno, ale to niebiescy zagrają w III rundzie eliminacji Ligi Europy. W niej rywalem klubu z Cichej będzie duński Esbjerg fB.

FC Vaduz - Ruch Chorzów 0:0
Czerwona kartka:
Muntwiller 75. (Vaduz)

I mecz: 2:3
Awans: Ruch

Niebiescy po pierwszym meczu (3:2) powtarzali, że zbyt mocno angażowali się w grę w ataku, a przez to zostawiali zawodnikom z Vaduz zbyt wiele miejsca na wyprowadzanie kontr. Tym razem wyglądało to inaczej. Ruch koncentrował się jednak przede wszystkim na tym, żeby bramki nie stracić. Akcji było mało, a stałe fragmenty też nie były tak groźnie, jak można by oczekiwać.

Po przerwie Ruch przycisnął mocniej. Znakomitą okazję do strzelenia gola miał debiutujący w niebieskich barwach Michał Szewczyk. Syn Mieczysława - mistrza Polski w Ruchu z roku 1989 - otrzymał znakomite podanie od Filipa Starzyńskiego, ale kopnął piłkę prosto w bramkarza. 

W końcówce spotkania zrobiło się nerwowo. Gospodarze zawzięcie walczyli o bramkę, która dałaby im awans. Nie wytrzymał Philipp Muntwiler, który za komentowanie decyzji sędziego został ukarany drugą żółtą kartką i w 75. minucie został wyrzucony z boiska.


Bydgoscy piłkarze stawiali dzielnie czoła rywalowi z Belgii. Przegrali 1:3 z silniejszym i bogatszym zespołem ze znacznie lepszej ligi niż polska. Zulte Waregem gra dalej w Lidze Europy.

Zawisza Bydgoszcz - Zulte Waregem 1:3 (0:1)
Petasz 52. - Plet 1., Aneke 48., Skulason 76.
Czerwona kartka: Vasconcelos 68. (Zawisza)

I mecz: 1:2
Awans: Zulte

Belgowie strzelili gola już w 30. sekundzie meczu. W środku pola przegrał pojedynek Paweł Strąk, potem dał się przepchnąć Łukasz Nawotczyński i prostopadłe podanie trafiło do Glynora Pleta. Holender nie dał szans Grzegorzowi Sandomierskiemu w pojedynku sam na sam. Bydgoszczanie musieli już trafić trzy razy, żeby awansować.

Losy awansu do trzeciej rundy Ligi Europy rozstrzygnęły się na początku drugiej połowy meczu. Zawiszanie znowu popełnili kardynalny błąd w środku defensywy. Chuks Aneke ograł najpierw Samuela, a potem łatwo przedryblował Nawotczyńskiego i nie zmarnował okazji. Cztery minuty później było 1:2. Piotr Petasz potężnie uderzył z rzutu wolnego z 18 metrów. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki. 10 minut potem Petasz trafił w poprzeczkę, bezpośrednio z rzutu rożnego.

Od 68. minuty Zawisza musiał grać w dziesiątkę. Czerwoną kartkę zobaczył Vasconcelos. Angielski sędzia uznał, że chciał uderzyć głową N'Diaye. Piłkarz Zulte Waregem padł po ruchu Portugalczyka jak rażony gromem. Ale potem równie szybko wstał. Trzeci gol był już konsekwencją tej sytuacji.

Sport.pl

czwartek, 24 lipca 2014
[23.07.2014] El. LM: wysokie zwycięstwo i awans Legii

Legia Warszawa pokonała w środę na wyjeździe St. Patrick's Athletic 5:0 po bramkach Miroslava Radovicia, Michała Żyry, Marka Saganowskiego i samobójczym golu Conana Byrne'a, i awansowała do trzeciej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. W niej zagra z Celtikiem Glasgow - pierwszy mecz odbędzie się 29 lub 30 lipca w Warszawie, rewanż w Szkocji zostanie rozegrany 5 lub 6 sierpnia.

St. Patrick's Athletic - Legia Warszawa 0:5 (0:1)
Radović 25. i 82., Żyro 69., Saganowski 87., Byrne 90.+2-samobójcza

St. Patrick's: Clarke - O'Brien (64. Hoare), Bermingham, Browne (74. Lynch), Oman - Bolger, Fahey - Brennan, Byrne Forrester (46. Quigley) - Fagan.
Legia: Kuciak - Broź, Rzeźniczak, Astiz, Brzyski - Żyro, Vrdoljak, Jodłowiec, Kucharczyk (85. Kosecki) - Radović, Duda (84. Saganowski).

Zwycięstwo i wyeliminowanie St. Patrick's uratowało Legię przed katastrofą, jaką byłoby odpadnięcie z półamatorskim mistrzem Irlandii już drugiej rundzie eliminacji. Mistrzowie Polski w środę zagrali w najsilniejszym, znanym z poprzedniego sezonu ustawieniu, i cel osiągnęli. Choć po przeciętnym meczu.

Pierwszy gol padł w 25. minucie. Michał Żyro, który z prawego skrzydła zszedł do środka boiska, bardzo dobrze podał do wbiegającego w pole karne Miroslava Radovicia. A Serb, który tydzień wcześniej w Warszawie strzelił wyrównującego gola na 1:1, nie zawiódł - przyjął piłkę i strzelił obok interweniującego Clarke'a.

W 69. minucie, legioniści strzelili drugiego gola. Akcję rozpoczął na połowie boiska Duda, który podał do wybiegającego na lewe skrzydło Kucharczyka. Ten okiwał dwóch obrońców i podał na 11. metr do Żyry. Skrzydłowy Legii uderzył nie najlepiej, piłka leciała prosto w Clarke'a, ale bramkarz St. Patrick's się poruszał i nie zdołał jej zatrzymać.

W ostatnich minutach rozluźnieni legioniści przeprowadzili kilka akcji, które mogły zagrozić bramce St. Patrick's. Strzelał Brzyski, szarżował Radović, ale kolejnym próbom gości brakowało znów ostatniego podania, skutecznego strzału, udanego dryblingu. Do 82. minuty, kiedy Radović po podaniu Dudy pewnie uderzył z ostrego kąta i pokonał Clarke'a. Był to 12. gol Serba dla Legii w europejskich pucharach.

Po bramce Radovicia, Kuciak musiał się jeszcze wysilić broniąc strzał Lee Lyncha, ale w 87. minucie po akcji rezerwowego Jakuba Koseckiego piłkę do bramki z najbliższej odległości skierował Saganowski. A w doliczonym czasie gry głową do własnej siatki trafił jeszcze Byrne. Mistrzowie Polski wrócą do kraju w lepszych humorach. Zadanie zostało wykonane, w sobotę czeka ich kolejne - wyjazdowe spotkanie z Cracovią.

Sport.pl

piątek, 18 lipca 2014
[18.07.2014] Polskie drużyny poznały potencjalnych rywali

W szwajcarskim Nyonie odbyło się losowanie trzeciej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów oraz Ligi Europejskiej. Polskie zespoły - Legia Warszawa oraz Ruch Chorzów, Lech Poznań i Zawisza Bydgoszcz wciąż walczą w 2. rundzie, jednak już wiadomo z kim mogą się zmierzyć, jeśli uda im się awansować. Najtrudniejsze zadanie może czekać mistrza Polski, którego potencjalnym rywalem jest Celtic Glasgow.

Legia w III rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów może zagrać z Celtikiem Glasgow albo KR Reykjavik. Najpierw jednak musi wyeliminować St. Patrick's Athletic, z którym w pierwszym meczu u siebie zremisowała 1:1. Bliżej awansu do III rundy eliminacji Ligi Mistrzów i rywalizacji z Legią albo St. Patrick's wydaje się być drużyna z Glasgow, która pokonała Islandczyków w pierwszym meczu na wyjeździe 1:0 po golu strzelonym w 84. minucie spotkania przez Calluma McGregora.

Mecze trzeciej rundy zostaną rozegrane 29-30 lipca i 5-6 sierpnia. Pierwsze spotkanie rozegra u siebie zwycięzca pary Legia - St. Patrick's, rewanż odbędzie się na Celtic Park albo na stadionie KR.


Godzinę po losowaniu LM, wylosowano także mecze przedostatniej, trzeciej rundy kwalifikacji LE. Odbędą się one 31 lipca i 7 sierpnia.

Kajrat Ałmaty (Kazachstan) lub Esbjerg fB (Dania) może być przeciwnikiem Ruchu Chorzów w trzeciej rundzie kwalifikacji piłkarskiej Ligi Europejskiej. W pierwszych spotkaniach drugiej rundy Ruch pokonał FC Vaduz 3:2, a Kajrat zremisował u siebie z Esbjerg fB 1:1.

Szkocki klub Motherwell FC albo islandzki Stjarnan Gardabaer będą rywalami Lecha Poznań albo Kalju Nomme, w zależności od tego, kto awansuje do trzeciej rundy Ligi Europejskiej. Pierwszy mecz Lech rozegra na wyjeździe. W pierwszym meczu Szkotów z Islandczykami w Motherwell padł remis 2:2, a goście wyrównali w 90. minucie z karnego.

Irlandzki Derry City FC lub białoruski Szachtior Soligorsk może być przeciwnikiem Zawiszy Bydgoszcz w trzeciej rundzie kwalifikacji piłkarskiej Ligi Europejskiej. W pierwszych spotkaniach drugiej rundy Zawisza przegrał na wyjeździe z belgijskim SV Zulte Waregem 1:2, a Derry City FC uległ u siebie Szachtiorowi 0:1.

Sport.pl

[17.07.2014] El. LE: minimalna porażka Zawiszy

Piłkarze Zawiszy po niezłym meczu przegrali na wyjeździe 1:2 z Zulte Waregem w pierwszym spotkaniu kwalifikacji Ligi Europy. Rewanż za tydzień w Bydgoszczy.

Zulte Waregem - Zawisza Bydgoszcz 2:1 (2:1)
Colpaert 8., Plet 45. - Drygas 16.

Zulte: Bostyn - Vorboom, Colpaert, D'Haene, Cissako, N'Diaye (86. Ekangamene), Skulason, Aneke, Conte (82. Caceres), Plet, Bongonda (83. Sylla).
Zawisza: Sandomierski - Ziajka, Micael, Nawotczyński, Silva (46. Petasz), Drygas, Sochan (76. Gevorgyan), Carlos, Wójcicki (56. Lima Alves), Wagner, Vasconcelos.

Mecz w Waregem, nie licząc startu w Pucharze Intertoto (w 1993 r.), był dla Zawiszy debiutem na europejskich boiskach. W starciu z czwartą w poprzednim sezonie drużyną belgijskiej ekstraklasy bydgoszczanie nie byli faworytem.

Trener Jorge Paixao w porównaniu z wygranym pojedynkiem o Superpuchar Polski (z Legią 3:2) dokonał dwóch roszad w składzie. Jedna była wymuszona. Dochodzącego do siebie po wstrząśnieniu mózgu Pawła Strąka zastąpił młody, 18-letni Korneliusz Sochań. Na skrzydle za Portugalczyka Alvarinho zagrał nowy nabytek Zawiszy Brazylijczyk Wagner.

Bydgoszczanie spotkanie rozpoczęli spokojnie, ale szybko zostali skarceni. Już w 8. minucie z rzutu rożnego dośrodkowywał Theo Bongonda, a Steve Colpaert pokonał Grzegorza Sandomierskiego. Na szczęście utrata gola nie podłamała naszych piłkarzy. Niespełna osiem minut później świetne podanie Jakuba Wójcickiego wykorzystał Kamil Drygas (na zdj. w środku) i było 1:1.

Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się remisem, gola dla gospodarzy zdobył Glynor Plet, który wykorzystał prosty błąd defensywy Zawiszy.

Po zmianie stron na boisku dominowali Belgowie, którzy zmarnowali kilka okazji do podwyższenia prowadzenia. W Zawiszy aktywny był Bernardo Vasconcelos, ale jego strzały były blokowane.

Rewanż odbędzie się za tydzień w Bydgoszczy.

Sport.pl

czwartek, 17 lipca 2014
[17.07.2014] El. LE: zwycięstwo Ruchu, porażka Lecha

Ruch Chorzów rozpoczął grę w europejskich pucharach od zwycięstwa z FC Vaduz. Styl tej wygranej pozostawił jednak wiele do życzenia.

Ruch Chorzów - FC Vaduz 3:2 (2:1)
Zieńczuk 19., Stawarczyk 21. i 74. - Muntwiler 16., Surma 59-samobójcza.

Ruch: Kamiński - Konczkowski, Malinowski, Stawarczyk, Dźiwniel, Babiarz, Surma, Kowalski, Starzynski (68. Efir), Zieńczuk, Kuświk.
Vaduz: Jehle - Grippo, Ciccone (62. Polverino), Sutter (70. Lang), Burgmeier (77. von Niederhauser), Schurpf, Kwang-Ryong, Untersee, Stahel, Neumayr, Muntwiler.

Goście nie stawili się jednak na Śląsku (mecz rozegrano w Gliwicach) tylko po to, by łatwo dać sobie strzelić kilka goli. Tysiąc kibiców Ruchu przecierało oczy ze zdumienia, obserwując odważną i dobrą grę Vaduz. Jej efektem był gol Philipa Muntwilera.

Dopiero stracona bramka obudziła chorzowian z letargu. W ciągu kilku minut to oni objęli prowadzenie. Najpierw genialną bombą z dystansu popisał się Marek Zieńczuk, a po chwili gola strzelonego w ekwilibrystyczny sposób dołożył Piotr Stawarczyk.

Kolejne gole dla niebieskich powinny być kwestią czasu, ale nie były. Co prawda Łukasz Surma zdobył efektowną bramkę strzałem głową, ale był to gol samobójczy w wyniku dość nieszczęśliwej interwencji.

Potężnego wstydu, jakim byłby remis, pozwolił niebieskim uniknąć Stawarczyk, który na kwadrans przed końcem ponownie wyręczył swoich kolegów z ataku i strzelił decydującego gola. Tym razem wepchnął piłkę z bliska do siatki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego.

O awansie jednego z zespołów do trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy przesądzi mecz rewanżowy, który odbędzie się w następny czwartek. Po pierwszym spotkaniu szanse obu ekip wydają się dość wyrównane.


Wracają ubiegłoroczne koszmary Lecha Poznań. W zeszłym roku Wilno, w tym roku Tallinn - Kolejorz znów nie umiał wygrać z teoretycznie słabiutkim rywalem i wyprawę do Estonii zakończył wynikiem 0:1 z wicemistrzem kraju Kalju Nomme.

Kalju Nomme - Lech Poznań 1:0 (0:0)
Wakui 81.

Kalju: Teles - Purg (64. Toomet), Rodrigues, Barengrub, Kallaste, Wakui, Alidor, Vunk, Mool, Quinteri (77. Anisalu), Nunes (62. Kirss).
Lech: Burić - Kędziora, Wołąkiewicz, Wilusz, Henriquez - Trałka, Linetty (60. Kownacki) - Lovrencsics, Jevtić, Pawłowski - Hamalainen.

Lech do pucharowych bojów szykował się solidnie, zmienił filozofię przygotowań po to, by być w formie już teraz, w lipcu. Wzmocnił się też trzema poważnymi piłkarzami, tracąc jednocześnie tylko piłkarzy zwykle pomijanych w podstawowej jedenastce. A zatem - jest teoretycznie mocniejszy niż rok temu, gdy kompromitował się w meczach z półamatorami z Żalgirisu Wilno.

Teoria - teorią, praktyka - praktyką. Kalju Nomme to ekipa chyba jeszcze słabsza niż Żalgiris i Lech powinien po prostu rozbić ją, jak pięć lat temu rozbijał na wyjeździe norweski Fredrikstad.

Lech na drugą połowę wyszedł przed Estończykami. - Ej, Hubert, strzelicie coś wreszcie? - spytał ten z kibiców Lecha, który wyposażony jest w megafon. By wreszcie coś strzelić, trener Rumak wprowadził wreszcie na boisko nominalnego napastnika - Dawida Kownackiego. I faktycznie, to on dwa razy był najbliżej strzelenia gola: raz chybił po uderzeniu lewą nogą z linii pola karnego, za drugim razem trafił piłką w poprzeczkę.

Problem w tym, że Lech już wtedy przegrywał. Popis nieudolności dał nowy obrońca Lecha Maciej Wilusz, który przy linii pola karnego po prostu oddał piłkę rywalowi. Hidetoshi Wakui, największa gwiazda Kalju Nomme i jego najlepiej opłacany piłkarz, nie marnuje takich okazji. Strzelec trzech goli w ostatnim ligowym meczu strzelił też Lechowi i uszczęśliwił dwa tysiące kibiców Kalju.

Sport.pl

[16.07.2014] El. LM: remis Legii w pierwszym meczu

Miroslav Radović dopiero w 91. minucie uratował remis 1:1 z St. Patrick's Athletic. Nie wiadomo, co było gorsze - wynik czy gra.

Legia Warszawa - St. Patrick's Athletic 1:1 (0:1)
Radović 90.+1 - Fagan 38.

Legia: Kuciak - Broź, Rzeźniczak, Astiz, Brzyski - Jodłowiec - Żyro, Radović, Pinto (66. Vrdoljak), Kosecki (77. Duda) - Sa (16. Saganowski).
St. Patrick's: Clarke - O'Brien, Oman, Browne, Bermingham - Byrne Bolger Fahey, Brennan (76. Chambers), Forrester (49. Quigley) - Fagan (85. Lynch).

Miała być dominacja, a wyszła kompromitacja. Saint Patrick's od pierwszych minut nie wyglądało na ekipę, która jest lepsza od The New Saints, z którą warszawianie poradzili sobie w zeszłym sezonie. Więcej - Irlandczycy byli gorsi. Ale Legia też nie wyglądała na zespół, który przez ostatnie siedem miesięcy pracy z Bergiem zrobił jakikolwiek postęp.

W 38. minucie - ku niedowierzaniu wszystkich - Saint Patrick's objęło prowadzenie na Łazienkowskiej. Za stratę tej bramki winę ponosi cała legijna defensywa. Ta defensywa, która przecież z Bergiem miała zrobić największy postęp. Jak widać - nie zrobiła. Najpierw z kryciem na prawej stronie spóźnił się Łukasz Broź, a po chwili w polu karnym zaspali środkowi obrońcy - Jakub Rzeźniczak i Inaki Astiz. Niepilnowany Joseph Fagan z najbliższej odległości nie miał problemów, aby wepchnąć piłkę do siatki.

Pięć minut później mogło być po wszystkim. Goście mogli dobić Legię. Nie dobili tylko dlatego, że piłkę z linii bramkowej w ostatniej chwili wybił Astiz. Na przerwę warszawianie schodzili ze spuszczonymi głowami, żegnani gwizdami przez kibiców, których wczoraj na stadionie pojawiło się około 12 tysięcy.

Już wydawało się, że Legia przegra to spotkanie, ale w doliczonym czasie gry przypomniał się niezawodny duet napastników z rundy wiosennej. Ondrej Duda, który w 77. minucie zastąpił na boisku Koseckiego, podał do Radovicia, a Serb z ostrego kąta pokonał bramkarza Saint Patrick's. Żadna radość.

W piątek w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie III rundy eliminacji LM. To, czy Legia ewentualnie trafi w niej na Steauę, Red Bull Salzburg czy Celtic Glasgow, nikogo nie powinno teraz obchodzić. Patrząc na grę legionistów, trudno uwierzyć, że Polski zespół po 18 latach w końcu awansuje do LM.

Sport.pl

poniedziałek, 23 czerwca 2014
[23.06.2014] LM i LE: polskie drużyny poznały rywali

Pierwszym rywalem Legii Warszawa w eliminacjach do Ligi Mistrzów będzie Saint Patrick's Athletic FC z Irlandii.

Losowanie I i II rundy eliminacji Ligi Mistrzów odbyło się w poniedziałek w szwajcarskim Nyonie. Legia rozpocznie eliminacje od drugiej rundy, w której była rozstawiona. Rywalem legionistów w tej fazie rozgrywek będzie mistrz Irlandii.

Saint Patrick's Athletic FC ma na koncie dziewięć mistrzostw Irlandii. Po 17 kolejkach zajmuje aktualnie trzecie miejsce w lidze (bilans 9-6-2). Rok temu odpadł w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Europejskiej z Żalgirisem Wilno (1:2 i 2:2).

Pierwszy mecz Legia rozegra 15 lub 16 lipca u siebie, a rewanż 22 lub 23 lipca na wyjeździe. Jeżeli Legia awansuje, mecze III rundy eliminacyjnej Ligi Mistrzów rozegra 29 lub 30 lipca i 5 lub 6 sierpnia. Losowanie tej rundy odbędzie się 18 lipca.


Lech Poznań zagra z drużyną z Islandii lub Estonii, Ruch Chorzów z ekipą z Liechtensteinu lub Gibraltaru, a rywalem Zawiszy Bydgoszcz będzie belgijski SV Zulte Waregem. Takie są wyniki losowania drugiej rundy eliminacji do Ligi Europy. Pierwsze mecze odbędą się 17 lipca, natomiast rewanże będą miały miejsce 24 lipca.

Mecze 1. rundy zaplanowano na 3 i 10 lipca, a polskie drużyny włączą się do rywalizacji w drugiej połowie lipca. By awansować do fazy grupowej LE, muszą wyeliminować trzech rywali.

Rywalem Ruchu Chorzów będzie zwycięzca z pary 1. rundy, w której zmierzą się FC Vaduz z Liechtensteinu i College Europa FC z Gibraltaru. "Niebiescy" będą gospodarzem pierwszego spotkania 17 lipca.

Rywalem Lecha Poznań będzie Fram z Islandii lub JK Nomme Kalju z Estonii. Pierwszy "Kolejorz" rozegra na wyjeździe, a rewanż w Poznaniu 24 lipca. Fram to zdobywca Pucharu Islandii i ósmy obecnie zespół tamtejszej ekstraklasy. Z kolei Nomme Kalju to wicemistrz Estonii.

Najtrudniejszego rywala będzie miał Zawisza Bydgoszcz, który zagra z SV Zulte Waregem z Belgii. Zdobywcę Pucharu Polski, który zadebiutuje na międzynarodowej arenie, 17 lipca czeka spotkanie wyjazdowe, a rewanż tydzień później rozegra na własnym obiekcie. SV Zulte Waregem to czwarta drużyna ostatniego sezonu Jupiler League i finalista krajowego pucharu. Udział w ostatniej edycji LE zakończyła na fazie grupowej.

Finał rozgrywek odbędzie się 27 maja 2015 roku na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Sport.pl

niedziela, 25 maja 2014
[24.05.2014] Real Madryt zwycięzcą Ligi Mistrzów!

Atletico Madryt było o włos od prawie idealnego sezonu, w którym zdobyłoby mistrzostwo Hiszpanii i Puchar Mistrzów. Przez większość finałowego meczu w Lizbonie podopieczni Diego Simeone prowadzili jedną bramką po golu Diego Godina, jednak w doliczonym czasie "Królewskich" uratował Sergio Ramos, który zdobył wyrównującego gola. W dogrywce Real wypunktował rywali strzelając im jeszcze trzy bramki i wygrywając 4:1 zdobył swój dziesiąty puchar w historii.

Real Madryt - Atletico Madryt dogr. 4:1 (1:1, 0:1)
Ramos 90.+3, Bale 110., Marcelo 118., Ronaldo 120.-karny - Godin 36.

Real: Casillas - Carvajal, Varane, Ramos, Coentrao (59. Marcelo) - Modrić, Khedira (59. Isco), Di Maria - Bale, Benzema (79. Morata), Ronaldo.
Atletico: Courtois - Juanfran, Godin, Miranda, Filipe Luis (83. Alderweireld) - Garcia (66. Sosa), Tiago, Gabi, Koke - Villa, Costa (9. Adrian).

Real przegrywał przez zdecydowaną większość meczu, mimo że to on rzucił się na rywala od pierwszych minut, chcąc pokazać, kto jest faworytem tego finałowego meczu.

Z biegiem minut ataki Atletico były jednak coraz groźniejsze, a Real zaczął się gubić w obronie. Raz miał ogromne problemy z wybiciem piłki z pola karnego, gdy piłka odbijała się od graczy w białych koszulkach, jednak szczęścia tego zabrakło "Królewskim" w 36. minucie. Błąd przy rzucie rożnym popełnił wówczas Iker Casillas, który niepotrzebnie wyszedł z bramki, a strzałem głową przelobował go Diego Godin. Kapitan próbował jeszcze wyciągnąć piłkę z linii bramkowej, jednak nie zdołał tego zrobić i Atletico cieszyło się z prowadzenia.

Do trzeciej minuty doliczonego czasu gry Atletico miało Puchar Mistrzów, jednak gdy wydawało się, że już nic nie uratuje Realu, to Sergio Ramos zrobił to, co przy stałych fragmentach gry potrafi najlepiej - uciekł obrońcy, wyszedł w górę i strzałem głową nie dał szans Thibautowi Courtoisowi sięgnąć piłki. Real wyrównał wówczas stan meczu na 1:1, uciekając spod gilotyny i przedłużając swoje nadzieje na zdobycie trofeum.

Dogrywka toczyła się już pod dyktando Realu, którego ataki raz po raz siały popłoch w obronie Atletico.

Na dziesięć minut przed końcem dogrywki Angel Di Maria świetnie uciekł lewym skrzydłem, oszukał trzech obrońców i choć jego strzał zablokował Courtois, to na dobitkę świetnie poszedł ten, który wcześniej seryjnie marnował okazje. Gareth Bale wyskoczył w powietrze i idealnie zmieścił piłkę tuż przy samym spojeniu słupka z poprzeczką.

Ostatnie minuty to już egzekucja w wykonaniu "Królewskich". Pierwszy z gwoździ do trumny Atletico wbił rewelacyjnie grający w tym meczu Marcelo, który dwie minuty przed końcem dogrywki popędził w kierunku pola karnego i wykorzystał to, że obrońcy wręcz rozstąpili się przed nim. Nie pozostało mu więc nic innego jak pokonać belgijskiego bramkarza. Wynik ustalił w ostatniej minucie Cristiano Ronaldo, który wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na nim samym. W doliczonym czasie na trybuny odesłany został jeszcze Diego Simeone, który wbiegł na boisko z pretensjami do sędziego.

Dwanaście lat czekali kibice Realu na dziesiąty ("La Decima") Puchar Europy. Szczególne powody do radości ma Carlo Ancelotti - Włoch został drugim trenerem w historii, który trzykrotnie sięgnął po Puchar Europy (w 2003 i 2007 triumfował z Milanem). Wcześniej takim osiągnięciem mógł się poszczycić słynny Bob Paisley - prowadzony przez niego Liverpool wygrał w 1977, 1978 i 1981 roku.

Tymczasem Atletico - mimo porażki w Lizbonie - przeżywa najlepszy okres w historii klubu. Tydzień wcześniej podopieczni Diego Simeone wywalczyli pierwszy od 1996 roku tytuł mistrzów Hiszpanii.

Sport.pl

sobota, 17 maja 2014
[14.05.2014] LE: zwycięstwo FC Sevilla po rzutach karnych

Sevilla wygrała z Benfiką w finale Ligi Europejskiej. Do rozstrzygnięcia finału potrzebne były rzuty karne, ponieważ po 120 minutach gry był bezbramkowy remis. W karnych Sevilla wygrała 4:2. Bohaterem "jedenastek" był bramkarz Beto. Klątwa Benfiki trwa.

FC Sevilla - Benfica Lizbona k. 4:2, dogr. 0:0

Sevilla: Beto - Moreno, Fazio, Pareja, Coke - Carrico, Mbia - Vitolo (110. Figueiras), Rakitić, Reyes (78. Marin; 104. Gameiro) - Bacca.
Benfica: Oblak - Pereira, Luisao, Garay, Siqueira (99. Cardozo) - Amorim, Gomes, Gaitan (119. Cavaleiro) - Sulejmani (25. Almeida), Lima, Rodrigo.

Przez pierwsze trzydzieści minut spotkania nie oglądaliśmy pasjonującego widowiska. Zawodnicy nie oszczędzali się, było dużo walki fizycznej. Najgroźniej pod bramką Sevilli było w końcówce pierwszej części meczu.

Tuż po przerwie znowu groźniej było pod bramką Hiszpanów. Najpierw piłkę do bramki strzeżonej przez Beto mógł skierować Lima, a chwilę później Rodrigo. Benfica naciskała, ale nie potrafiła pokonać dobrze dysponowanego tego dnia Beto. Po stronie Sevilli odpowiedział Jose Antonio Reyes, ale uderzył niedokładnie.

Po 90 minutach gry był bezbramkowy remis, więc doszło do dogrywki, ale bramki i tak nie padły. W rzutach karnych kapitalnie spisał się bramkarz Sevilli, który wybronił dwa strzały i dał swojemu zespołowi Puchar Ligi Europejskiej. Sevilla FC po raz trzeci w historii triumfowała w Lidze Europejskiej. Wcześniej Hiszpanie sięgali po tytuł w sezonach 2005/2006 i 2006/2007 (Puchar UEFA).

Kiedy w 1962 Benfica po pasjonującym meczu pokonała w finale Pucharu Europy Real Madryt 5:3 (decydujące dwa gole strzelił Eusebio), ówczesny trener portugalskiego klubu, Bela Guttman, poprosił szefów o podwyżkę. Nic dziwnego - Benfica właśnie po raz drugi z rzędu została najlepszą klubową "jedenastką" Europy, biją w finale kolejno Barcelonę i wielki Real. Ale władze Benfiki nie chciały sięgnąć do portfela. Rozczarowany Guttman odszedł z klubu, ale wcześniej zapowiedział: W ciągu najbliższych stu lat Benfica nie zdobędzie tytułu mistrza Europy!

Od tego czasu Benfica przegrała osiem finałowych starć w europejskich pucharach - pięć w Pucharze Mistrzów (1963, 1965, 1968, 1988 i 1990) i trzy w Pucharze UEFA/Lidze Europejskiej (1983, 2013 i 2014). Przed finałem w 1990 r., który miał być rozegrany w Wiedniu, nieżyjący już dziś Eusebio modlił się na grobie pochowanego właśnie w stolicy Austrii Guttmana. Ale klątwa wciąż działa...

Sport.pl

sobota, 03 maja 2014
[01.05.2014] Liga Europejska: Sevilla i Benfica w finale

Sevilla gola na wagę awansu zdobyła w 93. minucie (Stéphane Mbia na zdjęciu), a Benfica do 99. minuty musiała bronić się przed grającym w przewadze dwóch zawodników Juventusem.

Valencia CF - FC Sevilla 3:1 (2:0)
Feghouli 14., Beto 26.-samobójcza, Mathieu 69. - Mbia 90.+4

I mecz: 0:2
Awans: Sevilla

Gospodarze byli w czwartek zespołem bezapelacyjnie lepszym. Częściej atakowali, nadawali spotkaniu tempo.

Nic dziwnego, że już w 14. min rozpoczęła odrabiania strat z Sewilli. Joao Pereira dobrze dograł w pole karne, Feghouli przejął, oszukał obrońcę i z bardzo ostrego kąta uderzył. Piłka odbiła się od zawodnika robiącego wślizg i Beto musiałby być superbohaterem, żeby ocalić swój zespół od utraty bramki.

Po kolejnych 12 minutach Bernat wrzucił piłkę, Jonas dobrze uderzył głową, a piłka odbiła się od poprzeczki, od linii bramkowej i - w drodze powrotnej do poprzeczki - od głowy rzucającego się wcześniej bramkarza. Gol szybko został zaliczony bramkarzowi gości - Beto strzelił samobója.

W 67. min w finale znaleźli się piłkarze z Walencji. Cartabia wrzucił z rzutu rożnego, Ricardo Costa raczej nie trafił w piłkę, tak jak chciał, piłka odbiła się od ziemi i trafiła w dziwny sposób do zaskoczonego Mathieu. Nie na tyle zaskoczonego, by nie trafić z bliskiej odległości.

Valencia nie mogła czuć się bezpiecznie, bo jeden gol mógł pozbawić ją awansu. I tak się stało na minutę przed końcem meczu. W 93. min zadecydowały bramki wyjazdowe - Stéphane Mbia mocno uderzył piłkę głową i trafił, zdobywając bramkę z niczego. Cała Sevilla z trenerem na czele oszalała!


Juventus Turyn - Benfica Lizbona 0:0

I mecz: 1:2
Awans: Benfica

Zadanie Benfiki było ciut trudniejsze niż Sevilli. Co ciekawe, wielu komentatorów skazywało lizbończyków na pożarcie. Jak się okazało, niesłusznie.

W Turynie nie obejrzeliśmy ani jednego gola (za to mnóstwo kartek i szamotaniny). Przez większą część meczu zdecydowanie przeważali gospodarze, którzy nie potrafili jednak wpakować piłki do siatki. Spora w tym zasługa bardzo dobrze spisującego się między słupkami Oblaka.

Pod koniec meczu wywiązała się awantura, po której z ławek rezerwowych wylecieli Vucinić (Juventus) i Marković (Benfica). Ten drugi miał szczęście, bo gdyby czerwoną kartkę obejrzał trzy minuty wcześniej, stałoby się to jeszcze na boisku. Nie zagra jednak w finale, do którego Benfica przystąpi zdziesiątkowana.

Już w doliczonym czasie gry, Pogba znokautował przypadkowo Garaya. Doskonale wiedział, co mu zrobił, bo pierwszy wołał lekarzy. Tym razem absolutnie nie było mowy o graniu na czas. Na murawie pojawiła się kałuża krwi, a Garay został zniesiony na noszach. Benfica musiała dograć spotkanie w dziewiątkę (trener wykorzystał już limit zmian).

A było co dogrywać - mimo że Juve nie stworzyło już żadnej dobrej okazji (Pogba jeszcze raz znalazł się na spalonym), to Portugalczycy wznieśli ręce w geście triumfu dopiero w 99. minucie.

Sevilla zagra z Benfiką w finale w środę 14. maja o godz. 20:45.

Finał Ligi Mistrzów odbędzie się zaś w sobotę 24. maja o 20:45.

Sport.pl

czwartek, 01 maja 2014
[30.04.2014] LM: Atletico drugim finalistą

Jose Mourinho znów próbował ustawić przed bramką autobus, ale buldożer Diego Simeone okazał się skuteczniejszy. Atletico pokonało Chelsea 3:1 i 24 maja zagra z Realem Madryt w finale Ligi Mistrzów.

Chelsea Londyn - Atletico Madryt 1:3 (1:1)
Fernando Torres 36. - Adrian Lopez 44., Diego Costa 60.-karny, Arda Turan 71.

I mecz: 0:0
Awans: Atletico

Do 44. minuty wydawało się, że plan Chelsea na ten mecz przyniesie sukces. Dostępu do bramki Marka Schwarzera pilnowało sześciu nominalnych obrońców, a gol Fernanda Torresa z 36. minuty dawał awans do finału. Tuż przed przerwą jednak defensywa "The Blues" kompletnie się pogubiła. Pozwoliła dośrodkować piłkę Juanfranowi i nie upilnowała Adriana Lopeza, który z bliska zdobył wyrównującą bramkę. Przy bezbramkowym remisie w Madrycie wynik 1:1 dawał awans Atletico.

Po przerwie Mourinho wzmocnił atak wejściem Samuela Eto'o, ale Kameruńczyk przyczynił się tylko do zwycięstwa rywali. W 59. minucie w pozornie niegroźnej sytuacji sfaulował Diego Costę w polu karnym. Napastnik Atletico sam ustawił piłkę na jedenastym metrze. Robił to tak długo i pieczołowicie, że sędzia zdążył mu pokazać żółta kartkę za opóźnianie gry. Gdy wziął się wreszcie za wykonanie rzutu karnego - zrobił to bezbłędnie. W 71. minucie Chelsea wykończył Arda Turan, który dobił strzał w słupek Juanfrana.

Po wyeliminowaniu Milanu i Barcelony Atletico pokonało w środę Chelsea i zasłużenie zagra z Realem w finale Ligi Mistrzów. 24 maja w Lizbonie faworytem będą "Królewscy", ale historia spotkań madryckich zespołów w tym sezonie daje nadzieję Atletico. W Primera Division zespół Diega Simeone wygrał 1:0 i zremisował 2:2.

Sport.pl

środa, 30 kwietnia 2014
[29.04.2014] LM: Real gromi Bayern w Monachium

Po 34 minutach rewanżowego meczu Bayernu z Realem było już jasne, kto zagra 24 maja w finale w Lizbonie. Real zaskoczył Bayern, szybko strzelił trzy bramki, a tuż przed końcem meczu fantastycznym golem awans przypieczętował Cristiano Ronaldo.

Bayern Monachium - Real Madryt 0:4 (0:3)
Sergio Ramos 16. i 20., Cristiano Ronaldo 34. i 90.

I mecz: 0:1
Awans: Real

Bayern nie będzie pierwszą drużyną w historii Ligi Mistrzów, która to trofeum obroni. Real ma szansę na dziesiąty triumf w najważniejszych europejskich rozgrywkach. Na szansę na Decimę Real czekał od 12 lat. "Królewscy" wygrali te rozgrywki po raz ostatni w 2002 roku, od tamtej pory do finału nie udało im się awansować ani razu. Do wtorku.

W 16. minucie gola głową zdobył Sergio Ramos. Piłkę z rzutu rożnego doskonale dośrodkował Luka Modrić, Ramos świetnie do niej wyskoczył i uderzył głową. Manuel Neuer zdołał jeszcze dotknąć piłki, ale ta i tak wpadła do bramki.

Bayern nie zdołał się pozbierać, a gracze Realu znów cieszyli się z bramki. I znów trafił Ramos po stałym fragmencie gry. Di Maria zagrał dochodzącego krosa z rzutu wolnego, Pepe przedłużył, a Ramos z niewielkiej odległości skierował ją głową do siatki.

W 34. minucie było już 3:0. Bramkę zdobył po fantastycznej kontrze Cristiano Ronaldo. Wszystko zaczęło się od zablokowanego dośrodkowania Ribery'ego. Obrońcy Realu wybili piłkę do Benzemy, który natychmiast odegrał do rozpędzonego Garetha Bale'a. Walijczyk czekał, aż podejdzie do niego obrońca, po czym odegrał do Ronaldo, który wyszedł sam na sam z Neuerem i precyzyjnym strzałem nie dał mu szans.

W 90. minucie Ronaldo trafił po raz drugi. Portugalczyk podszedł do rzutu wolnego, nabiegł na piłkę i uderzył. Piłkarze Bayernu stojący w murze podskoczyli, lecąca po ziemi piłka przeturlała się pod ich nogami i wpadła obok bezradnego Neuera.

Real już czeka na finał w Lizbonie (24 maja). W środę pozna rywala Będzie nim Altetico lub Chelsea.

Sport.pl

piątek, 11 kwietnia 2014
[11.04.2014] Rozlosowano pary półfinałowe LM i LE

W Nyonie rozlosowano pary 1/2 finału Ligi Mistrzów. Real Madryt zmierzy się z Bayernem Monachium, a Chelsea Londyn trafiło na Atletico Madryt.

Real i Bayern to główni faworycie do wygrania LM w tym sezonie. Los sprawił, że zmierzą się ze sobą już w półfinale. Trener Bayernu, a były szkoleniowiec Barcelony Pep Guardiola będzie kolejny raz miał okazje zmierzyć z Królewskimi.

Duże emocje wzbudza sprawa Thibault Courtois w rywalizacji Atletico z Chelsea. Bramkarz jest wypożyczony do hiszpańskiego klubu z The Blues i w umowie między klubami istnieje zapis o tym, że zawodnik nie może grać przeciwko The Blues, chyba że Hiszpanie zapłacą za taki występ 3 miliony euro. O sprawie zrobiło się głośno w czwartek, w piątek UEFA wydała oświadczenie, że piłkarz będzie mógł zagrać bez względu na ustalenia międzyklubowe.

Pary 1/2 finału Ligi Mistrzów:

Real Madryt - Bayern Monachium
Atletico Madryt - Chelsea Londyn

Na pierwszym miejscu gospodarze pierwszych meczów. Odbędą się one 22-23 kwietnia, rewanże 29-30 kwietnia. Wielki finał 24 maja w Lizbonie.

W ćwierćfinałach Bayern Monachium okazał się lepszy od Manchesteru United (1:1, 3:1), Atletico od Barcelony (1:1, 1:0), Chelsea od PSG (1:3, 2:0), a Real od Borussii (3:0, 0:2).


Dwa kluby z Hiszpanii - Sevilla i Valencia - będą rywalizować w półfinale piłkarskiej Ligi Europejskiej. W drugiej parze Benfica Lizbona zagra z Juventusem Turyn. Losowanie odbyło się w piątek w szwajcarskim Nyonie.

Mecze tej fazy odbędą się 24 kwietnia i 1 maja, a finał zaplanowano na 14 maja w Turynie. Gospodarzami pierwszych spotkań będą Sevilla i Benfica.

Ekipa z Portugalii to ubiegłoroczny finalista, który uległ w decydującym pojedynku Chelsea Londyn 1:2.

Valencia, która w ćwierćfinale odrobiła z nawiązką trzybramkową stratę z pierwszego meczu z FC Basel (0:3 i 5:0), znalazła się w półfinale po raz drugi w ostatnich trzech sezonach. Dwa lata temu w tej fazie znalazły się aż trzy ekipy z Hiszpanii.

Wydaje się, że faworytem rozgrywek jest Juventus, który niebawem powinien zapewnić sobie mistrzostwo Włoch, i będzie mógł skupić się wyłącznie na LE.

Pary półfinałowe LE (mecze 24 kwietnia i 1 maja):

FC Sevilla - FC Valencia
Benfica Lizbona - Juventus Turyn

Sport.pl

czwartek, 10 kwietnia 2014
[9.04.2014] LM: Atletico i Bayern zagrają w półfinale

Atletico Madryt pokonało w rewanżowym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów FC Barcelonę 1:0 i awansowało do półfinału. Zmierzy się w nim z Chelsea, Realem lub Bayernem.

Atletico Madryt - FC Barcelona 1:0 (1:0)
Koke 5.

I mecz: 1:1
Awans: Atletico

Zmysły zawiodły Barcelonę już w 5. minucie meczu, który nie mógł się chyba gorzej dla graczy Martino rozpocząć. Adrian Lopez dostał znakomite podanie w pole karne i z ostrego kąta posłał potężną bombę w poprzeczkę (okolice spojenia). Barca oniemiała, a piłka została posłana ponownie w pole karne, Lopez odegrał głową, a Koke z najbliższej odległości pokonał Pinto.


Obrońcy tytułu, piłkarze Bayernu Monachium, awansowali do półfinału Ligi Mistrzów. Bawarczycy na Allianz Arena wygrali 3:1 (0:0) eliminując z rozgrywek Manchester United.

Bayern Monachium - Manchester United 3:1 (0:0)
Mandżukić 59., Mueller 68., Robben 76. - Evra 57.

I mecz: 1:1
Awans: Bayern

Po wyrównanej pierwszej połowie to Czerwone Diabły otworzyły wynik spotkania w drugiej części gry po kapitalnym golu Patrice'a Evry. Stracona bramka podziałała na Bayern, jak płachta na byka i w odstępie niespełna 20. minut mistrzowie Niemiec strzelili trzy bramki.

---

We wtorek awans wywalczyły drużyny Realu Madryt i Chelsea Londyn. Losowanie półfinałów w piątek.

Sport.pl/Onet.pl

środa, 09 kwietnia 2014
[8.04.2014] LM: Real i Chelsea w półfinale

Dwie bramki Marco Reusa dały Borussii nadzieję, że do półfinału Ligi Mistrzów można awansować. I być może Niemcy doprowadziliby do dogrywki, gdyby skuteczniejszy był Henrich Mchitarjan. Borussia pokonała Real 2:0, ale to Hiszpanie zagrają w półfinale Ligi Mistrzów.

Borussia Dortmund - Real Madryt 2:0 (2:0)
Reus 24. i 37.

I mecz: 0:3
Awans: Real


Niesamowity mecz na Stamford Bridge. Demba Ba golem w 87. minucie wstrzelił Chelsea do półfinału Ligi Mistrzów.

Chelsea Londyn - Paris Saint-Germain 2:0 (1:0)
Schuerrle 32., Ba 87.

I mecz: 1:3
Awans: Chelsea

Porażka 1:3 w pierwszym meczu to jeszcze nie tragedia. W europejskich pucharach takie straty już odrabiano. Ba, Chelsea dwa lata temu przegrała w Neapolu 1:3, by w rewanżu doprowadzić do dogrywki i wygrać 4:1. A potem zwyciężyć całe rozgrywki. We wtorek Chelsea znów to zrobiła. Po porażce 1:3 w Paryżu strzeliła dwie bramki i wydarła PSG awans do półfinału.

PSG było o krok od pierwszego od 19 lat awansu do półfinału. Zabrakło kilku minut. A być może i błysku geniuszu Zlatana Ibrahimovicia. Kontuzjowany Szwed mecz oglądał z trybun.

Sport.pl

czwartek, 03 kwietnia 2014
[1-2.04.2014] Pierwsze mecze ćwierćfinałowe LM

FC Barcelona - Atlético Madryt 1:1 (0:0)
Neymar 71. - Diego 56.

W Barcelonie grali piłkarze warci dziesiątki lub nawet setki milionów euro, ale bohaterem został zawodnik, o którym kibice mogli już zapomnieć. Dzięki cudownej bramce Diego Atlético zremisowało 1:1 i ma realną szansę wyeliminować Katalończyków z rozgrywek.

W 56. minucie Diego przejął piłkę z prawej strony i mimo sporej odległości potężnie uderzył na bramkę i zdobył cudownego gola, być może najpiękniejszego w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. "Gol wieczoru", "Diego zamienił nogę w bazukę" - zachwycali się kibice na Twitterze. Wyrównanie padło w 71. minucie, gdy Iniesta genialnie zagrał do Neymara, a Brazylijczyk strzelił mocno i precyzyjnie.


Manchester United - Bayern Monachium 1:1 (0:0)
Vidic 58. - Schweinsteiger 67.

Bayern Monachium rozczarował w pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Manchesterem United, stracił dwa ważne ogniwa - Javiego Martineza i Bastiana Schweinsteigera, którzy nie zagrają przez kartki, ale z Old Trafford wywozi dość korzystny wynik. Remis 1:1 przed przyszłotygodniowym rewanżem to Bawarczyków stawia w lepszej sytuacji.

W 58. minucie Manchester objął sensacyjne prowadzenie. Piłkę z rzutu rożnego dośrodkował Wayne Rooney, a pozostawiony bez opieki na siódmym metrze Nemanja Vidić głową skierował ją do bramki. Gospodarze długo z prowadzenia się nie cieszyli, bo Bayern wyrównał dziewięć minut później. Fantastycznie dośrodkował Rafinha, piłkę zgrał wprowadzony w drugiej połowie Mandżukić, a z 11 m z pierwszej piłki huknął Bastian Schweinsteiger.


Paris Saint-Germain - Chelsea Londyn 3:1 (1:1)
Lavezzi 4., Luiz 61., Pastore 90.+3 - E. Hazard 27.-karny

Gol Pastore w doliczonym czasie gry może być decydujący dla losów ćwierćfinału. PSG wygrało 3:1 z Chelsea i jest w bardzo korzystniejszej sytuacji przed rewanżem. 20 minut przed końcem z urazem mięśnia uda zszedł Zlatan Ibrahimovic.

Już w 4. minucie po dośrodkowaniu Matuidiego John Terry usiłował wybić piłkę głową, ale wybił ją wprost pod nogi Ezequiela Lavezziego, który nie oglądając się na nic, huknął pod poprzeczkę. Chelsea wyrównała w 27. minucie, gdy sędzia podyktował rzut karny po faulu na Oscarze. Jedenastkę na gola zamienił Eden Hazard, który pewnym uderzeniem w lewy dolny róg bramki pokonał Sirigu. W 61. minucie piłkę z bramki znów musiał wyjmować Petr Cech. Piłkę z rzutu wolnego dośrodkował Lavezzi, ta przeleciała nad większością zawodników, odbiła się od Davida Luiza i wpadła do bramki.

W doliczonym czasie gry błysnął wprowadzony w 85. minucie Argentyńczyk Javier Pastore. Uciekł z rogu boiska, przedryblował trzech obrońców, a potem uderzył obok Petra Cecha i strzelił trzeciego gola dla PSG.


Real Madryt - Borussia Dortmund 3:0 (2:0)
Bale 3., Isco 27., Ronaldo 57.

Jeśli ktoś wątpił w to, jak wiele w przyszłym sezonie straci ofensywa Borussii Dortmund bez Roberta Lewandowskiego, to pierwszy mecz ćwierćfinałowy Ligi Mistrzów dał na to bardzo wyczerpującą odpowiedź. Pozbawieni większości swoich atutów w ataku wicemistrzowie Niemiec zostali brutalnie rozbici w Madrycie przez Real i tylko niesamowitym interwencjom Romana Weidenfellera zawdzięczają to, że przegrali "tylko" 0:3.

Pierwszy gol dla gospodarzy padł już w trzeciej minucie, gdy Daniel Carvajal zagrał ze skrzydła w pole karne do Garetha Bale'a. Walijczyk w pełnym biegu oddał lekki strzał, którym skierował piłkę do siatki pod wychodzącym z bramki Weidenfellerem.

O drugim golu zadecydował błąd Henricha Mchitarjana - w 27. próbował wybić piłkę spod pola karnego, jednak został tak umiejętnie zablokowany przez Xabiego Alonso, że piłka trafiła przed pole karne, wprost do Isco. Ten zdecydował się na błyskawiczny strzał, na którego obronę szans nie miał Weidenfeller.

Przy trzeciej bramce dla Realu pomógł bardzo niepewny tego wieczora Łukasz Piszczek, który fatalnie podał do Luki Modricia pod własnym polem karnym. Chorwat idealnie wykorzystał ten prezent, zaliczając asystę przy golu Ronaldo.

Sport.pl

piątek, 21 marca 2014
[21.03.2014] Losowanie 1/4 finału LM i LE

W Nyonie odbyło się losowanie ćwierćfinałów Ligi Mistrzów. Borussia Dortmund trafiła na Real Madryt. Zeszłoroczny triumfator Bayern Monachium zmierzy się z Manchesterem United, PSG z Chelsea Londyn, a będzie również hiszpański pojedynek pomiędzy FC Barceloną i Atletico Madryt.

Mecz Borussii z Realem będzie rewanżem za zeszłoroczny dwumecz półfinałowy. Wtedy lepsi okazali się Niemcy. W pierwszym meczu Borussia wygrała 4:1, a cztery gole strzelił Robert Lewandowski. W rewanżu Królewscy zwyciężyli 2:0, ale do awansu zabrakło im jednej bramki. Tym razem w pierwszym meczu polski napastnik nie zagra. Będzie pauzował za żółte kartki.

Ubiegłoroczny zwycięzca trafił na drużynę na którą trafić chciał każdy - Manchester United. Czerwone Diabły co prawda awansowały, wygrywając w drugim meczu 1/8 finału 3:0 z Olympiakosem Pireus, ale nadal trudno powiedzieć, że ich kryzys się zakończył. W Premier League pod wodzą Davida Moyesa zajmują dopiero 7. miejsce i grozi im brak awansu nawet do Ligi Europy.

Będziemy również świadkami wewnątrz hiszpańskiego pojedynku. Mistrzowie kraju Barcelona zagra ze świetnie spisującymi się w tym sezonie podopiecznymi Diego Simeone - Atletico Madryt. Obecnie w Primera Division minimalnie lepsi są ci drudzy. Mają jeden punkt więcej i są drudzy. Barcelona znajduje się oczko niżej.

Ostatnią parą jest Paris Saint-Germain i Chelsea Londyn. Pojedynek dwóch drużyn, które zostały zbudowane za olbrzymie pieniądze swoich właścicieli. Największą gwiazdą Francuzów jest Zlatan Ibrahimović, z kolei u The Blues największa gwiazda siedzi na ławce. Jest nią trener Jose Mourinho.

Pierwsze mecze ćwierćfinałowe zostaną rozegrane 1 i 2 kwietnia. Rewanże tydzień później. 11 kwietnia odbędzie się losowanie meczów półfinałowych.


FC Porto zmierzy się z FC Sevillą w najciekawiej zapowiadającym się dwumeczu 1/4 finału piłkarskiej Ligi Europejskiej. Z kolei Olympique Lyon zagra z Juventusem Turyn, a FC Basel z Valencią. W czwartej parze AZ Alkmaar spotka się z Benfiką Lizbona.

Losowanie odbyło się w szwajcarskim Nyonie.

Pierwsze mecze odbędą się 3 kwietnia, a tydzień później rewanże.

Sport.pl

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28